Krytyka

środa, 12 Czerwiec, 2019 - 09:20

Felieton naczelnego • Ostatnio trochę zastanawiałem się nad pojęciem krytyki i jej roli w naszym życiu. Nie jestem typem myśliciela-filozofa, albo jak to niektórzy mówią: „takiego gościa, co to sobie lubi pogadać i tyle”. Raczej oceniłbym siebie jako człowieka, który owszem kocha mówić, ale jeszcze bardziej uwielbia, kiedy coś wokół niego się dzieje. Jestem także typem optymisty, który ostatnio dobitniej i jeszcze wyraźniej odkrył, że świat jest piękny, życie jest darem, oraz że żyjemy nie dla siebie, ale dla innych. Czad! Lubię ten zwariowany ruch w „interesie”, któremu na imię „życie”. Lubię, kiedy jestem uczestnikiem jakiejś przygody, wydarzenia, doświadczenia. Zauważyłem, że ożywam wtedy, kiedy wokół jest po prostu taki życiowy kipisz i nieważne, czy jest on złożony z pozytywnych czy negatywnych rzeczy. Najważniejsze dla mnie jest to, żeby się po prostu coś działo.   

Nic nie poradzisz. Taka natura. I wiecie co jeszcze lubię? Moje życie, właśnie z powodu tego, że jest takie, a nie inne i dziękuję za nie Bogu zawsze, ilekroć to sobie uświadamiam. A więc to już mamy ustalone - jestem raczej typem działacza niż myśliciela, choć na szczęście zdarza mi się także ta druga opcja. No i ostatnio właśnie tak sobie myślę... no i wymyśliłem. Zauważyłem, że kiedy pojawiają się w moim życiu „liczne stada nudnych dni”, wiecie, takich spod znaku: „Lelum polelum” albo „Jakim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz” lub „Świat jest niesprawiedliwy, a ludzie to świnie”, to zawsze tracę cenne minuty, godziny i dni z tego fascynującego daru, któremu na imię życie. Popadam w stan zgnuśnienia, coraz mniej mi się chce i coraz bardziej ciągnie mnie do fotela, ciepłych kapci, telewizora i generalnie świętego spokoju.

Doszedłem też do wniosku, że wspomniane stada nudnych jak „flaki z olejem” dni w moim życiu pojawiają się tylko i wyłącznie na moje własne, osobiste życzenie i zaproszenie. To ja je zapraszam pod moją życiową strzechę.
Hmmm... i wiecie co? Niedobrze było mi z tą myślą, której prawdziwość i trafność powodowała, że nijak nie potrafiłem wywinąć się z odpowiedzialności za ten stan rzeczy, więc drążyłem dalej. Szukając jakiegoś usprawiedliwienia dla siebie znalazłem przyczynę! Jaka ulga! Kiedy tak sobie analizowałem jakim sposobem nuda i stagnacja wkradają się do mojego życie doszedłem do wniosku, że bardzo często pojawia się one razem z krytyką. Tak tak, krytyka bardzo często powoduje, że wycofujemy się z aktywności, to ona tłumi dynamizm życia, tłamsi radość, entuzjazm, witalność i chęci. W żadnym wypadku nie myślcie sobie, że chodzi o każdą krytykę. Krytyka ze strony ludzi, którzy są naszymi wrogami sprawia, że  tylko się nakręcamy, krytyka ludzi, którzy nas nie znają ani my ich jest nam obojętna. Najgorsza jest ta ze strony najbliższych, bo oni doskonale wiedzą jak skrytykować najboleśniej.   

Generalnie krytyki bać się nie można, wszak ludowe przysłowie mówi: „Prawdziwa cnota, krytyk się nie boi”, ale coś w tym jest, że właśnie wtedy kiedyś niewinny, cnotliwy i nienaganny, a krytykowany, to doskwiera najbardziej. To najskuteczniej podcina symboliczne skrzydła. Człek się stara, poświęca, a tu pac z prawej i z lewej, pac z dołu i z góry, krytyczne słowa. I co odechciewa się! Jasne, że się odechciewa. W takich przypadkach bywa tak, że skrytykowany po prostu się obraża, zabiera swoje „zabawki i przenosi się na inne podwórko”. „Nie to nie. Obejdzie się bez łaski”- myślimy w takich okolicznościach, albo nie zgadzamy się i gorąco dyskutujemy lub „hejtujemy” tych, którzy nas nie docenili. Z reguły też coraz bardziej skupiamy się na sobie i coraz bardziej zamykamy się w swoim świecie i coraz bardziej nam się nie chce. A to błąd kardynalny jest. Nie idźmy tą drogą.

Osobiście mam za sobą tego typu doświadczenia i powiem wam szczerze, że za każdym razem kiedy uległem słabości – obraziłem się lub uniosłem tak zwanym honorem, przegrywałem. Kilka lat temu wypowiedziałem więc wojnę krytyce, która rodziła w moim życiu stada nudnych i bezczynnych dni, która mnie zamykała i zniechęcała do działania. Stwierdzenie, że świat jest zbyt piękny, życie zbyt cenne i ludzie zbyt potrzebujący, aby przejmować się krytykami uwolniło mnie do tego aby cieszyć się tym co mnie w życiu spotyka. Nie zachęcam do tego aby w ogóle przestać krytyki słuchać, przecież z krytycznych słów osób, które są nam bliskie, które nas znają i kochają można wyciągnąć wiele dobra. Zachęcam jedynie do tego aby nie przyjmować krytyki w sposób zbyt dosłowny i osobisty. Wystarczy, że przestaniemy się obrażać, oburzać, rozczulać nad sobą, a zaczniemy dokładniej i na trzeźwo oddzielać krytyczne ziarna od krytycznych plew. Kiedy uodpornimy się na złą, bezowocną, złośliwą krytykę, kiedy powiemy sobie, że nie pozwolimy nikomu siebie zranić, kiedy będziemy kierować się raczej rozumem niż emocjami mądra, konstruktywne krytyka może nam tylko pomóc.  

Ludzie często nie wyciągają wniosków i mądrości z konstruktywnej, obiektywnej krytyki, która potrafi być niezwykle pomocna, bo kiedy tylko usłyszą coś co nie jest po ich myśli, zaraz się wewnętrznie gotują. Nauczmy się ignorowania złośliwości, słów wynikających z kompleksów, zazdrości, porównywania się, i zwykłej ludzkiej małości oraz strachu, a doceńmy słowa, które mogą poprawiać nasze życie. To może okazać się dla nas zbawienne. Przecież nigdy nie będzie tak, że tym co robimy, mówimy czy wierzymy zadowolimy wszystkich. Ludzie mają takie samo prawo do krytyki, tak jak i do tego żeby krytyki nie przyjmować. Proste. Cieszmy się życiem i zmieniajmy siebie i nasze otoczenie. Bądźmy ludźmi czynu, pełnymi pasji, entuzjazmu i radości każdego cennego dnia naszego życia.   
 

To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz