Samotność

środa, 22 Maj, 2019 - 06:00

Felieton naczelnego • Często niedostrzegalna, szczególnie kiedy jesteśmy otoczeni tłumem przyjaznych ludzi. Odzywa się razem z trzaskiem zamykanych drzwi naszych domów. Jak mało kto potrafi uprzykrzyć życie, zatruć serce jadem rozgoryczenia i zawodu, obarczyć smutkiem jak workiem kamieni, nasze ramiona, plecy, uda i łydki. Pochylić do ziemi. Potrafi też upośledzić ślepotą i głuchotą nasze zmysły, żebyśmy nie widzieli i nie słyszeli, że świat jest piękny, życie jest darem, a my jesteśmy po to, aby być dla innych. Kiedy przychodzi, język staje kołkiem. Nie nagle, ale sukcesywnie z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc tracimy umiejętność normalnej rozmowy. Zamiast serdecznych i przyjaznych dźwięków komunikacji wydobywamy z siebie tylko złośliwości i westchnienia z powodu naszego przeklętego, samotnego losu.

Kiedy sobie kogoś upatrzy, czyni z takiego nieszczęśnika ofiarę. Ale nie ofiarę przebłagania za grzechy, nie ofiarę wdzięczności czy dziękczynienia za zwycięstwa, nie ofiarę chwały, nie, bo to miałoby jakiś wyższy cel. Ona czyni z człowieka ofiarę bezsensu, bezcelowości, ciemności i upodlenia. Doskwiera bardzo wielu ludziom. Zbyt wielu. Dopada zarówno tych starszych, którzy wychowali już swoje dzieci, którzy czasami pogrzebali już swoich przyjaciół i bliskich i stali się jakby światu niepotrzebni. Daje również w kość i tym młodym, wrażliwym, często niepogodzonym z zastanym obłudnym porządkiem rzeczy. Walczącym o nadzieję, równość i wolność. Zrównuje z ziemią życie i tych w kwiecie wieku, co to na nic nie mają czasu, tylko biegają za dobrami. Co to im się wydaje, że biegać muszą, bo jak nie będą, to im szansa na zmianę świata, na zaistnienie, koło nosa przeleci.

Wszystkich traktuje tak samo zimno i bezlitośnie, niezależnie od wieku, ilości kasy na koncie, płci, pochodzenia i przekonań. Zamyka w prywatnym świecie i sprawia, że mówić zaczynamy, ale tylko na Facebooku, Instagramie, Twitterze, albo do... siebie, do lustra, do telewizora. Przybija, owija chłodem, obłapia ciemnością, onieśmiela, paraliżuje, wprowadza w kompleksy i wyprowadza na manowce, no i obraża. Tak, tak, obraża i uraża. Bo obrażeni jesteśmy na świat cały, na dawnych przyjaciół, co to zdradzili, rozczarowali, nie sprostali naszym oczekiwaniom, zachowali się jak świnie. Cholera! I rozwścieczeni, i zirytowani, i rozczarowani jesteśmy. Tak bardzo, tak bardzo dojmująco i tak bardzo boleśnie zranieni i... samotni. Tak bardzo samotni.

Samotność... Z niej nic dobrego. Żadnej z niej korzyści, straty tylko, zgryzota i ból istnienia. Nieważne, czy silny mężczyzna, nieistotne, czy wrażliwa kobieta, nieważne, czy zbuntowany nastolatek, czy doświadczony starzec, nieważne, czy prostak, czy mędrzec, nie ważne kto, nikt z nią nie ma szans. Nikt z nią jeszcze, jak świat długi i szeroki, nie wygrał, bo nikt z nią nie wygra w... pojedynkę. Nikt sam jak palec nie oprze się jej lodowatemu, paraliżującemu wpływowi. Tu potrzeba kogoś drugiego, tu niezbędny jest ten ktoś jeszcze, tu nie dasz rady bez bliźniego. Ale kiedy w dwójkę, razem chwycicie się za bary z samotnością, to po pierwszej rundzie, a czasami może i po drugiej albo i po dziesiątej, będzie leżała na deskach. Zapewniam cię. To pewne. Tylko trzeba do tego znaleźć sojusznika.

Daj sobie szansę. Daj szansę miłości, przyjaźni, a może po prostu zwykłej relacji. Zapragnij towarzystwa w życiu. Puść w niepamięć to co minęło, nie roztrząsaj tego, czego już i tak nie możesz zmienić. Jeśli tylko spróbujesz przebaczyć wygrasz z nią. Ale kiedy masz zbyt małe serce i nie dasz rady przebaczeniu, poszukaj sobie kogoś nowego, kogoś podobnego do ciebie, a z tym już nikt nie powinien mieć problemu. Świat przecież pełen jest samotnych ludzi...  
 

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz