Ludzi trzeba słuchać

wtorek, 19 Wrzesień, 2017 - 12:36
Felieton naczelnego • Nie ma się co wymądrzać. Władza musi słuchać ludzi i basta. Nie ważne jaka jest, mądra, bardzo mądra czy super mądra musi wsłuchiwać się w głos zwykłych obywateli, którym przecież owa władza uroczyście za każdym razem jak władzę obejmuje ślubuje służyć, bronić i ciężko dla ludzi pracować. O tym, że władza bardzo szybko zapomina o zwykłych obywatelach świadczy historia. Znamy nieskończoną ilość przypadków, w których władza nagle po czasie stała się głucha na argumenty, potrzeby i uwagi społeczeństwa. Dlaczego władcy zapominają o tym, że trzeba słuchać? Z bardzo prostej przyczyny - przywileje i autorytet, które daje im władza powoduje, że ludzie, którzy zanim zaczęli rządzić byli spomiędzy „ludu”, z czasem „na stołku” zaczynają zapominać o swoim pochodzeniu. Zaczynają wierzyć, że są wyjątkowi, namaszczeni i inteligentniejsi niż ich „poddani”. A to wielki i niestety dosyć powszechny błąd pychy, który z reguły kończy się upadkiem owej zadufanej w sobie władzy.    
Niestety najboleśniej o tym „akustycznym upośledzeniu” władzy – niesłuchaniu, przekonujemy się w przypadku władz lokalnych. Kiedy wójt lub burmistrz lub starosta wie lepiej, zaczyna się problem. A kiedy już zawsze i w każdej sprawie wie lepiej może dojść do, jak to mówi się obecnie, mega problemu. Jednak zawsze trzeba założyć, że obie strony relacji władza-ludzie chcą dobrze, problem jest w tym, że często nie ma pomiędzy nimi komunikacji, zwykłej partnerskiej relacji polegającej na słuchaniu siebie nawzajem, o której nieco w innym, bo krapkowicko-gogolińskim kontekście, usiłowałem napisać w ubiegłym tygodniu. Kiedy owej komunikacji nie ma dochodzi do sytuacji, w których wzbudzane są zupełnie niepotrzebne emocje i niezadowolenie. Kiedy władza nie słucha popada w swoiste osamotnienie, traci posłuch i zaraz potem pewność siebie, a lud coraz głośniej sarka i uderza we władzę. W takich okolicznościach najczęściej obie strony mocno się usztywniają i zaczynają popełniać błędy, które szkodzą wszystkim. 
 
Tym nieco przydługawym wstępem chciałem skomentować bulwersującą sprawę zniszczonego podczas niedzielnych dożynek boiska w Kujawach. Niby nic, trochę trawy na wiejskim boisku, na którym gra A-klasowy LZS, a jednak stało się coś bardzo złego i zupełnie niepotrzebnego. Ktoś pewnie powie, że „Nowiny” znowu krytykują wójta Marka Pietruszkę, że się czepiają, ale jak go w tej sytuacji nie krytykować?! W całej tej sprawie zabrakło niestety właśnie zwykłej ludzkiej komunikacji, wsłuchania się gminnej władzy w argumenty lokalnych, kujawskich społeczników. Zabrakło władzy w Strzeleczkach nieco pokory, a może wyobraźni, a może jednego i drugiego...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz