Niby otwarci, niby tolerancyjni...

środa, 13 Lipiec, 2016 - 06:00
Rozmowa • Z Aleksandrem Bernatem - dyrektorem Krapkowickiego Domu Kultury o jego pięciu latach pracy w Krapkowicach, o niezbyt chwalebnym przyjęciu przez lokalną społeczność, o stanie obecnym krapkowickiej kultury, ograniczeniach dla jej rozwoju oraz planach rozbudowy domu kultury.
 
1 października minie pięć lat od momentu, jak przejął pan od Joachima Kubilasa prowadzenie Krapkowickiego Domu Kultury. Jak pan ocenia ten czas? 
Nieźle. Dużo udało się zrobić, mimo że początkowo wielu sceptycznie do tego podchodziło. Łącznie ze mną, bo jak zrobiłem pierwszy koncert przyszło pięć osób plus kilka, które akurat były na próbie odbywającej się w domu kultury. To doświadczenie wpłynęło jednak na mnie mobilizująco, bo po chwili zwątpienia zacząłem się zastanawiać, co zrobić, żeby ludzi zachęcić do odwiedzania KDK.
 
Znalazł pan receptę?
Dziś, patrząc już z perspektywy pięciu lat, nie mamy takich problemów jak na początku, bo wszystkie imprezy, które organizujemy, cieszą się dużym lub bardzo dużym zainteresowaniem. Oczywiście, jest to zależne od pory roku i aury, więc trzeba się do tego dostosować. Na przykład teraz ludzie wybierają rozrywkę w plenerze, niekoniecznie w murach budynku. Stąd też zrodził się pomysł na organizację kina plenerowego, połączonego z koncertami muzycznymi, więc w okresie letnim piątkowy wieczór można spędzić z nami. To się sprawdziło i cieszy się coraz większą popularnością. Chcemy zapewnić rozrywkę w czasie wakacji ludziom, którzy nie wyjeżdżają, albo w tym czasie są akurat u nas. Staramy się ciągle przypominać, że coś tu się dzieje w KDK.
 
Plan minimum na początku pracy w nowym miejscu to dobre zorganizowanie imprez na stałe wpisanych w kalendarz kulturalny gminy. Gdzie się odbył pierwszy test pańskiej sprawności organizacyjnej?
Niedługo po zatrudnieniu czekała mnie duża impreza, Dni Krapkowic, organizowana jeszcze wtedy w maju. To było kolejne duże wyzwanie, bo musiałem bazować na tym co zastałem, na uświęconym długoletnią tradycją sposobie postrzegania tej imprezy. Ja zawsze dążę, aby dni miasta były świętem lokalnych artystów i zespołów, a tu się okazuje, iż ludzie uważają, że jedynie na gwiazdy warto przyjść. Dlatego dziś cieszy mnie zmiana, która powoli następuje, że coraz więcej ludzi przychodzi posłuchać naszych wykonawców, natomiast komercyjni artyści są zwieńczeniem festynu, a nie celem głównym imprezy. Kolejnym krokiem w tym temacie było przeniesienie festynu na czerwiec, co jest lepszym rozwiązaniem, bo jest cieplej, choć nikt nie jest w stanie zagwarantować, że nie będzie padać. Tak więc, jak wspomniałem, trafiłem na duże wyzwanie, ale lubię wyzwania, nie lubię natomiast stagnacji. Myślę, że ludzie zauważają, iż oferta KDK jest coraz bogatsza, pojawiła się możliwość nauki podczas zajęć warsztatowych dla młodych i dorosłych oraz seniorów, więc zamiast siedzieć w domu wielu spędza czas u nas...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Grzegorz Cebula

Dodaj komentarz