„Większy”całuje „mniejszego”

środa, 27 luty, 2019 - 10:58

Felieton naczelnego • Byłem nastolatkiem, kiedy do krapkowickiej parafii zawitał pewien charyzmatyczny, pełen ducha i entuzjazmu wikary. Momentalnie skupił wokół siebie młodzież i płomiennymi kazaniami zyskał uznanie dorosłych. Kiedyś, po jednym z nabożeństw, ów młody kapłan stał pod krzyżem, który i dziś stoi pod wieżą krapkowickiego kościoła. Tradycyjnie żegnał wiernych wychodzących ze świątyni, niektórych zagadywał, inni jego zagadywali, ściskał ludziom ręce, uśmiechał się. Normalka, jak co tydzień „po kościele”. Tego dnia i ja zatrzymałem się pod świątynią i obserwowałem wikarego z pewnej odległości. Imponował mi pewnością siebie, sympatią, jaką wzbudzał i charyzmą. W pewnym momencie podszedł do niego starszy mężczyzna. Nie znałem go, chyba nie był z Krapkowic, podszedł do księdza, chwilę rozmawiali, a potem starszy mężczyzna wziął rękę młodego kapłana i namiętnie ucałował...

Później stało się coś bardzo nieoczekiwanego. Mężczyzna wciąż trzymając za rękę duchownego podsunął mu swoją dłoń do ucałowania. Obaj przez chwilę jakby się siłowali, a wikary, choć był mocno zaskoczony, aż się odchylił do tyłu, aby uniknąć dłoni starszego mężczyzny sprzed swoich ust. Ostatecznie ksiądz tego starego, dziwnego człowieka w rękę nie pocałował, choć ten kilka chwil wcześniej złożył soczysty pocałunek na jego kapłańskiej dłoni. Te obrazy spod krapkowickiego kościoła zapadły mi w pamięci i mocno wtedy zakłopotały. Przypomniałem sobie o nich po tym, jak kilka dni temu papież Franciszek ucałował dłoń Marka Lisińskiego, prezesa fundacji „Nie lękajcie się”, który jako dziecko był ofiarą molestowania seksualnego przez księdza – pedofila. Franciszek pocałował Lisińskiego w rękę, choć ten ani wcześniej ani później tego nie zrobił wobec papieża.

Spotkanie Franciszek – Lisiński odbyło się 20 lutego po audiencji generalnej papieża w Watykanie, dzień przed rozpoczęciem konferencji poświęconej ochronie nieletnich w Kościele rzymskokatolickim, na którą przyjechali przewodniczący episkopatów z całego świata. Lisiński wręczył papieżowi raport o tym, że polscy biskupi chronią księży wykorzystujących seksualnie dzieci. W internecie można zobaczyć amatorski filmik, na którym widać, jak papież rozmawia z Lisińskim, który trzymał przed sobą swoje zdjęcie z dzieciństwa (tego akurat w filmie nie widać), chwilę obaj patrzą sobie w oczy, a potem papież schyla się i całuje Lisińskiego w rękę i mówi: „I promise” („Obiecuję”). Lisińskiemu towarzyszyła autorka raportu i kontrowersyjna posłanka Joanna Scheuring-Wielgus (weszła do Sejmu z list „Nowoczesnej”).

Według Scheuring-Wielgus, Lisiński podczas spotkania z papieżem i tuż po nim „cały się trząsł” z emocji. Prezes fundacji „Nie lękajcie się” po spotkaniu z papieżem, kiedy już chyba emocje mu nieco opadły, powiedział: „Polscy biskupi nie mogli spotkać się z nami przez pięć lat. Zrobił to dopiero papież Franciszek. Na jego twarzy widziałem wzruszenie. Jego gest nie zmienia jednak mojej postawy. Nadal domagam się zera tolerancji dla sprawców przestępstw seksualnych i chroniących ich biskupów”. A zaangażowana w całą sprawę posłanka Joanna poszła jeszcze dalej ogłaszając, że będzie chciała postawić Kościół rzymskokatolicki przed Międzynarodowym Trybunałem sprawiedliwości w Hadze, aby rozliczyć odpowiedzialność tej instytucji za grzech pedofilii.

To, co opisałem wcześniej, ale i to, co dzieje się ostatnio wokół Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce (na przykład nielegalne, nocne obalenie pomnika księdza-legendy, kapelana NSZZ „Solidarność” Henryka Jankowskiego w Gdańsku) jeszcze 20 lat temu było nie do pomyślenia. Kościół R-K w Polsce był przysłowiową świętą krową. Potęga i wpływy KR-K w Polsce powodowały, że jego potencjalni przeciwnicy czy adwersarze ze strachu wstydliwie milkli. W ostatnich trzech dekadach ci, którzy odważyli się, aby oficjalnie przeciwstawić się lub w jakikolwiek sposób skrytykować KR-K, z reguły gorzko tego żałowali. Nawet postkomuniści, z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim na czele, przez lata prezentowali wobec KR-K niesamowicie spolegliwą i uniżoną postawę, choć większość z nich uważała się przecież za ateistów.

Kościół przez lata komunizmu był w Polsce instytucją, która podtrzymywała i ożywiała nadzieję, broniła nie tylko wolności i praworządności, ale i słabych, biednych, represjonowanych. Kościół, który był symbolem wolności (również słowa), rzecznikiem demokracji, strażnikiem moralności, prawdy i tradycji, dziś jest coraz częściej atakowany. Aktualnie poza tym, że Kościół rzymskokatolicki w Polsce jest ewidentnym elementem systemu władzy politycznej i jest obrzydliwie bogaty, trudno cokolwiek na pewno o nim powiedzieć. Na przestrzeni ostatnich 30 lat otoczenie polskiego KR-K bardzo się zmieniło, natomiast sam KR-K pozostał taki sam i chyba dlatego Kościół rzymskokatolicki w Polsce zupełnie nie potrafi sobie z tymi zmianami poradzić. Efekt? Zdecydowana większość polskich biskupów i księży jest oderwana od współczesnych realiów życia.

Nie interesuję się zbytnio problemem pedofilii wśród księży, jednak sposób, w jaki podchodzą do niego polscy biskupi, jest dla mnie jednym z dowodów na to, że są oni całkowicie oderwani od rzeczywistości. Niestety winą za ten stan rzeczy należy obarczyć zdecydowaną większość polskich katolików, którzy charakteryzują się z jednej strony zawstydzającą ignorancją religijną i całkowitym nieliczeniem się z nauką i zasadami głoszonymi przez Kościół, z drugiej strony w oficjalnych kontaktach obrzydliwą wręcz uległością i lizusostwem względem swoich kapłanów (nie mówiąc już o biskupach, których oficjalnie traktuje się u nas jak nadludzi), ale także niechęcią, ostrą krytyką, a nawet wrogością do swoich duszpasterzy, kiedy księża i biskupi „nie widzą i nie słyszą”. Polskim duszpasterzom wydaje się, że nadal są moralnymi, duchowymi i intelektualnymi autorytetami-ikonami jak za PRL-u, a ludzie walą drzwiami i oknami na film „Kler” do kina.

W naszym kraju ludzie dalej symbolicznie całują księży i biskupów po rękach, a ci bardzo chętnie owe ręce do pocałunków wyciągają. Niestety ludzie poprzez swoje lizusowskie i obłudne zachowania tylko szkodzą Kościołowi rzymskokatolickiemu psując księży i biskupów. Dopóki katolickie duchowieństwo nie zaprzestanie wystawiania rąk do obłudnych pocałunków, dalej będzie brnąć w coraz trudniejsze dla siebie miejsca, a kolejne zaciekłe ataki będą tylko kwestią czasu. Czy jest nadzieja na zmianę? Nadzieją dla Kościoła rzymskokatolickiego, również w Polsce, pozostaje papież Franciszek, który nie wystawia dłoni z papieskim pierścieniem do ucałowania, ale sam całuje zwykłych ludzi po rękach. Jego zachowanie względem polskiej ofiary księdza-pedofila ma wymiar znacznie większy niż symboliczny...

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz