Zabójcze rzuty wolne

wtorek, 26 Sierpień, 2014 - 11:15

III liga śląsko-opolska • Spuszczone głowy i rozczarowanie, takiego wyniku w konfrontacji z solidną Stalą nikt się nie spodziewał. - Nie chciało się dzisiaj nikomu grać! - nie krył niezadowolenia po spotkaniu sternik klubu Krystian Chmiel, którego dało się słyszeć krzyczącego na swoich pracowników zza drzwi szatni.

Zespołowi Ruchu nie mógł pomóc tego dnia Denis Sotor, który otrzymał czerwony kartonik w poprzedniej kolejce w meczu przeciwko Polonii Łaziska Górne. Pierwszy strzał w światło bramki wykonał w 9. minucie gry Dawid Kiliński, który próbował zaskoczyć Krzysztofa Kozika – byłego bramkarza Piasta Gliwice, GKS Bełchatów oraz GKS Katowice, ale próba spaliła na panewce. W 20. minucie strzałem po ziemi z dystansu zaskoczyć Kasprzika próbował kapitan z Bielska-Białej Damian Zdolski. Sześć minut później kontuzji mięśnia dwugłowego doznał Daniel Rychlewicz, przez co musiał opuścić plac gry, popularnego „Ortegę” zastąpił Piotr Dyczek, tym samym trener Rogacewicz był zmuszony przesunąć Daniela Nowaka do pomocy. Niewiele później doszło do doskonałej okazji dla Krystiana Zeleka, który wykorzystał nieczyste wybicie Konrada Kostrzyckiego, jednak fantastyczną interwencją popisał się Tomasz Kasprzik. 60 sekund później golkiper „Zdzichów” znów potwierdził swoje nieprzeciętne umiejętności bramkarskie interweniując w sytuacji sam na sam z aktywnym tego dnia młodzieżowcem Filipem Wiśniewskim. Dopiero na 4 minuty przed zakończeniem pierwszej połowy, na stadion zostaje wpuszczona dosyć spora grupa kibiców drużyny z Górnego Śląska. - Takie buraki tak robią! Zupełnie tego nie rozumiemy, wszystko było zbyt wolno, zapisywali sobie każdego wolno, grając na zwłokę, celowo opóźniali nasze wejście, mimo że mieli już nasze dane i pesele – skarżyli się na policję i służby porządkowe sympatycy gości. Do zaistniałej sytuacji ustosunkowała się także druga strona. - Na pewno nie chodzi tutaj o nagrywanie kamerą każdego z nich, bo to już standardowa procedura, na którą są zawsze przygotowani. Nie wiem czemu się nagle obrazili i nie chcieli wchodzić, przez co nastąpiło ich tak późne wejście na stadion. Wiem, że mieli wcześniej problem z autobusem. Na trasie, w trakcie kontroli pojazdu nastąpiła zmiana na inny autobus – mówił w przerwie meczu rzecznik prasowy krapkowickich policjantów Jarosław Waligóra. Rzeczywiście, kibice przyjezdni zameldowali się pod stadionem dopiero po kwadransie od rozpoczęcia zawodów.
W 42. minucie spotkania piłkę ustawia sobie Marcin Czaicki i precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego otwiera wynik spotkania. Zawodnicy z polskiej stolicy koksu sprawiali do przerwy wrażenie słabszych w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła, tylko dobra postawa Kasprzika uchroniła zespół przed wyższym wynikiem na korzyść rywali. 
W drugiej odsłonie meczu sytuacja robiła się coraz mniej wesoła dla zdzieszowiczan, czerwoną kartkę za kopnięcie rywala otrzymał Mateusz Szatkowski i zespół od tej chwili musiał radzić sobie w dziesiątkę. - Strasznie głupia czerwona kartka, Mateusz powinien swoje frustracje wylewać w inny sposób, strzelić na przykład gola, a nie kopać w rywala – mówił rozczarowany postawą swojego zawodnika trener Ruchu. Pomimo niesprzyjających okoliczności, Ruch miał swoją kolejną dogodną okazję, z odległości około 13 metrów stały fragment wykonywał Łukasz Damrat, który wycofał futbolówkę Dawidowi Kilińskiemu, choć przeciwnicy spodziewali się zupełnie innego rozwiązania, do piłki również nabiegał Jakub Czajkowski – ostatecznie jednak po strzale „Kilusia”, gospodarze mogli liczyć tylko na rzut rożny. W 74. minucie gry morale podopiecznych Rogacewicza spadły niemalże do zera – kolejny rzut wolny i znów ten sam zawodnik – Marcin Czaicki jeszcze z dalszej odległości i jeszcze precyzyjniej wykonuje rzut wolny nie dając żadnych szans Kasprzikowi. - Rzuty wolne ćwiczymy na treningach bardzo często. Dotąd udało mi się strzelić jeden taki rzut wolny w mojej przygodzie z piłką, bo tych meczów z okresu nieseniorskiego nie ma co nawet wspominać, ale dzisiaj na trzy próby, wpadły aż dwie bramki i mam nadzieję, że uda się jeszcze strzelić takiego gola w przyszłości – przyznaje zawodnik „Stalówki”. Jednak gwoździem do trumny Ruchu była niefortunna interwencja Kacpra Pindrala, który chcąc przeciąć dośrodkowanie, skierował piłkę do własnej bramki, zawodnik ten wszedł na plac gry dwie minuty wcześniej. Łukasz Damrat po meczu był w podobnym nastroju, jak jego koledzy. - Już od początku gra szła nie po naszej myśli, szczególnie w pierwszej połowie, morale całkowicie opadły tak naprawdę jednak po stracie drugiej bramki – ona nas dobiła. Byliśmy o tempo wolniejsi, jeśli do tego doszedł brak determinacji to musiało się skończyć tak, jak się skończyło – mówił po meczu kapitan Łukasz Damrat. 30 sierpnia „Zdzichy” rozegrają w ramach ósmej kolejki swój kolejny mecz przeciwko innemu zespołowi z Bielska-Białej, rezerwom Podbeskidzia.
Autor: 
MB

Dodaj komentarz