Coraz więksi patrioci na zakupach

środa, 23 Styczeń, 2019 - 06:00

Felieton naczelnego • Jestem zdania, że stare polskie przysłowie: „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie” wciąż bardzo celnie i zasadnie oddaje prawdę o ludziach żyjących pomiędzy Odrą a Bugiem. To, że tak właśnie jest, to wynik kompleksów, które zakorzeniły się w Polakach chyba z chwilą rozbiorów kraju, albo i znacznie wcześniej. Ludzie w Polsce, a także w powiecie krapkowickim, bardzo nie doceniają tego, co jest nasze. „Naszość” wciąż nie jest ani modna, ani pożądana przez miliony rodaków, którzy bezmyślnie wpatrzeni w to co „cudze” wzdychają myśląc o lepszym jutrze. Dla wielu wciąż zwykły zagraniczny „badziew” (często wcale nie tańszy) jest znacznie cenniejszy od polskich produktów dobrej jakości.   

Tymczasem narody sąsiednie, ale i niesąsiednie, takie jak Niemcy, Skandynawowie, a przede wszystkim Francuzi, a nawet wyśmiewani (nie wiadomo dlaczego) przez Polaków Czesi, na docenieniu tego co „nasze” wzbogacali się i wybudowali narodową markę, docenianą nie tylko u siebie, ale i na całym świecie. Na szczęście ostatnie badania pokazują, że powoli i opornie, ale jednak Polacy „przychodzą po rozum do głowy”. Okazuje się, że w opinii polskich konsumentów najważniejszymi kryteriami branymi pod uwagę podczas codziennych zakupów jest jakość, cena i uwaga... kraj pochodzenia towaru. Cena dla 65% z nas jest najważniejsza (a jakże), dla 73% Polaków jakość jest jeszcze ważniejsza (i bardzo dobrze), ale od kilku lat coraz bardziej zyskuje również trzeci czynnik - kraj pochodzenia danego produktu (wow!).

W 2017 roku dla 40% polskich konsumentów to kraj pochodzenia decydował o zakupie danego towaru. To trzecie kryterium jest ogromnie ważne dla naszego narodowego powodzenia, zważywszy na fakt, że Polacy w 2017 roku przeznaczyli tylko na same wydatki w handlu detalicznym ponad 397 miliardów złotych! I prawie 43% tej kwoty wydali na artykuły spożywcze. Kiedy uzmysłowimy sobie te kwoty, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że jako konsumenci mamy realny wpływ na to, dokąd trafiają nasze pieniądze. Czy zasilają polskich-naszych-lokalnych przedsiębiorców, którzy w kraju tworzą polskie miejsca pracy, tutaj płacą podatki i tu inwestują.

Do ludzi bardzo powoli zaczyna docierać, że to, w jaki sposób wydają pieniądze, ma bezpośredni wpływ na to, jak duże pieniądze później zarabiają. Powoli dociera do większości to, czy ta moja ciężko zarobiona, a potem wydana kasa zostanie w kraju, czy też będzie prawie natychmiast wytransferowana za granicę i powiększy PKB innego kraju. Rodzimi analitycy rynku uważają, że z roku na rok wzrasta świadomość patriotyzmu konsumenckiego Polaków. „Co prawda jeszcze daleko nam do podejścia Skandynawów czy Francuzów pod tym względem, ale widać znaczną poprawę, gdy porównamy stan obecny z początkiem lat 90, kiedy to zachwycaliśmy się zagranicznymi produktami” - czytamy w jednym takim opracowaniu, poświęconym temu problemowi.

Bogaty i świadomie wydający swoje pieniądze konsument, to prawdziwy skarb. Pracowitość, organizacja, umiejętność zarządzania pieniędzmi (w tym ich wydawania) stanowią o naszej materialnej pomyślności. Od naszego kupowania zależy bardzo dużo – nie tylko rentowność naszych rodzimych firm, zakładów usługowych czy handlowych, ale także zamożność miast, gmin, powiatów i województw. Jeśli my sami nie zadbamy o nasz dobrobyt, nikt nie będzie na nas zważać.   Siła rynku wewnętrznego coraz częściej stanowi też o potędze danego kraju jako eksportera. Nie zapominajmy o tym, kiedy sięgamy po przeróżne towary.

 

 

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz