Nowy Rok od niepamiętnych czasów wygląda podobnie. Bliskim składamy te same życzenia: szczęśliwego i dobrego nowego roku. Wierzymy, że wystarczy zmienić cyfrę w kalendarzu, by rzeczywistość uległa zmianie na lepsze. To wygodne złudzenie i urojenie, które pozwala nam na chwilę zapomnieć o smutnej i szarej rzeczywistości. Rok 2025 przeszedł do historii jako rok wielkich podziałów w polskiej polityce; miniony Adwent nie przyniósł Polakom pokoju i pojednania. W nowy rok wejdziemy z naszą tradycyjną bylejakością w służbie zdrowia i w wymiarze sprawiedliwości oraz chęcią polexitu, wyrażaną przez prawicowy ciemnogród. Na świecie toczą się wojny zagrażające naszej egzystencji. Najbliższa, w Ukrainie jest niezwykle trudna do opanowania i zaprzestania zabijania kilkudziesięciu tysięcy młodych ludzi w ciągu miesiąca. Kolejne negocjacje z udziałem Trumpa, zmierzające do jej zakończenia, kończą się zwykle stwierdzeniem, że pokój ma być sprawiedliwy, co oznacza, że Rosja ma przegrać. To jest niemożliwe, więc ludzie będą ginęli nadal.
Nasza wojna
Niestety, wojna w Ukrainie jest także naszą wojną, chociaż większości spośród nas, to się nie podoba. Każda wojna wywołuje olbrzymie koszty, a w konsekwencji biedę dla większości społeczeństwa. Nie będziemy komentować działań związanych z budową armii i zakupami sprzętu, jednak domagamy się skutecznych działań w zakresie budowy obrony cywilnej. Na razie, na poziomie gmin nie widzimy żadnych działań w tym zakresie. Dyskusje i reklamy dotyczące tak zwanych „plecaków ewakuacyjnych”, są dla nas obraźliwe. Pojęcia nie mamy, kto i dokąd miałby nas ewakuować. Mamy szczególnie na myśli ludzi starych i zniedołężniałych. Kiedy zawodzi państwo, rodzi się potrzeba działań obywatelskich. Potrzeba organizacji solidarności sąsiedzkiej, wiejskiej i gminnej. Trzeba to robić teraz, bo gdy się pojawi twarde zagrożenie wojenne, na jakiekolwiek działania będzie za późno. Chcesz pokoju, szykuj się do wojny, mówi łacińska maksyma. W skali państwa chcielibyśmy widzieć struktury zarządzania kryzysowego, które będą nas informować, jak będzie działać handel oparty o pieniądz elektroniczny w warunkach braku energii elektrycznej. Kto zapewni nam opiekę lekarską i umożliwi nam zaopatrzenie w lekarstwa. Kto ochroni nas przed napadami i rabunkami, kiedy już teraz jest zbyt mało policjantów, a ich kompetencje w wypadku wojny są niewystarczające. Do działań samobójczych zaliczamy nieustanne napinanie stosunków z Niemcami, które siłą rzeczy byłyby podstawowym zapleczem dla większości obywateli w razie konfliktu na wschodniej flance. Chcielibyśmy dożyć czasów, kiedy Polacy będą mądrzy przed szkodą. Mamy wrażenie, że zagrożenia są zbyt poważne, aby reagować na nie po polsku, klasycznym stwierdzeniem – Jakoś to będzie. Tym razem, na pewno nie będzie tak, jakbyśmy chcieli. Co prawda, prezydent Trump, ambasador Thomas Rose i Norman Davies mówią, że Polska jest silnym i modelowym sojusznikiem, jednym z cudów świata i najbardziej zjednoczonym narodem w Europie, my jednak widzimy, że jest inaczej.
Polski Trump
Jesteśmy narodem podzielonym jak nigdy w powojennej historii, a tym samym narodem słabym. Politycy, którzy nas dzielą, prędzej, czy później odejdą, a my będziemy musieli nadal żyć ze sobą. Mamy prezydenta wybranego przez połowę wyborców, ale nikt nie wie, czy przez większą, czy mniejszą. Prezydent, jako głowa państwa, powinien naszym zdaniem pełnić honory gospodarza kraju. Powinien zapewnić wszystkim obywatelom, aby byli docenieni i dobrze zaopiekowani. Przede wszystkim zaś, powinien kierować się szacunkiem do siebie oraz obywateli i być człowiekiem honoru. Prezydent, dla dobra Polski i Polaków musi na co dzień współpracować z rządem. Tymczasem nie ma widoków, aby miało dojść do kohabitacji prezydenta z premierem. Dwaj Gdańszczanie, historycy po tej samej uczelni, nie potrafią mówić, ani milczeć jednym głosem. Są pazerni na władzę. Bardziej dotyczy to jednak Nawrockiego, który chce być polskim Trumpem. Chociaż Konstytucja mu na to nie pozwala, chce być Nadpremierem i podobnie jak niegdyś Ludwik XIV (Król Słońce) hołduje zasadzie – Państwo to ja. Jego liczne weta do projektów ustaw i różnego rodzaju odmowy są tłumaczone przez jego ministrów i doradców, prezydenckimi prerogatywami. Opinie obywateli w tej sprawie są podzielone. Jedni uważają, że Nawrocki broni jakości prawa, drudzy, że używa weta jako politycznego narzędzia do utrudniania pracy rządu. Prezydent i jego dwór zapomina, że my, obywatele mamy swoje, równie ważne prerogatywy – wolność i godność i prezydenckie widzimisię nie może nam szkodzić, ani ośmieszać nas w oczach zagranicy. Uważamy, że weta i różne odmowy nie zaszkodzą wizerunkowi Nawrockiego, ale najgorsze dopiero przed nim. Mamy na myśli potrzebę stosowania prawa łaski w stosunku do „swoich” złodziei i oszustów, którymi aktualnie interesuje się wymiar sprawiedliwości, co nie podoba się Prezydentowi. Co nas czeka w 2026 roku? Z prezydenckiego orędzia dowiedzieliśmy się, że czeka nas „nowy dobry kierunek” i wejście do gry w G20. W zrozumiałym języku oznacza to kolejne weta i odmowy oraz jego osobisty udział, jako gość Trumpa, w pracach grupy G20, dyskutującej o światowej polityce gospodarczej i finansowej, na czym Nawrocki w ogóle się nie zna.
Nasza tożsamość
My, Górnoślązacy mamy również swoje stare problemy. Jednym z nich, ze względu na powszechną asymilację, jest nasza tożsamość. Wspomniany Norman Davies mówi o polskiej tożsamości narodowej, że jest efektem bezprecedensowej inżynierii społecznej, politycznej i geograficznej. Decyzję kogo nazwać Polakiem podjęto w ZSRR, a wbito do głów w PRL. Przesiedlono miliony Polaków, Ukraińców, Białorusinów i Niemców. Pozostałych poddano przymusowej polonizacji, by stworzyć homogeniczny naród, który nigdy wcześniej nie istniał. Później zakłamano historię i przekonywano Polaków, że ich kraj i naród wróciły do swojego naturalnego, historycznego kształtu. Tym można było wytłumaczyć odebranie Polsce Kresów, które następnie weszły w skład ZSRR. Z jego poglądem zgadza się noblistka, Olga Tokarczuk, wzbogacając go w wykładzie na temat tożsamości transgresyjnej. Wykład zakończyła słowami: „Mamy dziś okazję z namysłem odpowiedzieć sobie, czym było te osiemdziesiąt lat najnowszej historii, co zbudowaliśmy i co musieliśmy utracić. I kim jesteśmy”. Nasze pokolenie zna odpowiedź na to pytanie, ale młodsze pokolenia w kwestii swojej tożsamości są do dziś ogłupiane i trzeba to powstrzymać. Młodym pokoleniom Górnoślązaków musimy przekazywać to, czego nie miało szans dowiedzieć się w szkole. Mianowicie, że Śląsk jest naszą (Ślązaków i Mniejszości Niemieckiej) Ojcowizną i wspólnym Dobrem. Potrzebujemy wspólnego i zgodnego działania dla Śląska. Musimy w końcu przyjąć do wiadomości, że Mniejszość Niemiecka bez poparcia Ślązaków nie osiągnie swoich celów. Wspólnie należy myśleć o należnym nam szacunku, szczególnie dla języka śląskiego, śląskiej historii i kultury. Także o uznaniu Ślązaków za mniejszość etniczną i większym ich wpływie na sprawy Górnego Śląska. Okazją ku temu są przyszłoroczne wybory parlamentarne, które nie mogą się zakończyć kolejną kompromitacją naszej Wspólnoty. Pora rozpocząć już teraz przygotowania.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz