Przeklęta popularność

środa, 16 Styczeń, 2019 - 10:02

Felieton naczelnego • Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, który w ostatnich wyborach samorządowych pokonał swoich kontrkandydatów zarówno z Prawa i Sprawiedliwości, jak i Platformy Obywatelskiej, zmarł wczoraj po południu. Adamowicz startował z własnego obywatelskiego komitetu, deklarując swoją polityczną neutralność. W minioną niedzielę, tuż przed godziną 20.00 prezydent Gdańska został zaatakowany nożem przez 27-letniego psychopatę Stefana W. Napastnik przez nikogo nie niepokojony, podobno miał plakietkę z napisem „Media”, wszedł na scenę i trzykrotnie ugodził samorządowca w klatkę piersiową i w brzuch. Potem jeszcze przez kilka chwil swobodnie z podniesionymi rękami i nożem w jednej z nich jakby w geście zwycięstwa chodził po scenie i wykrzykiwał do mikrofonu: „Halo! Halo! Nazywam się Stefan W. (tu pada nazwisko). Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie tam torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz”.

Przez całą noc z niedzieli na poniedziałek w gdańskim szpitalu lekarze walczyli o życie prezydenta. W poniedziałek tuż przed 15.00 szpital wydał komunikat, że prezydent zmarł. Jego oprawca również trafił do szpitala. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, Stefan W. po tym, jak zaatakował Adamowicza, dostał ataku drgawek, miał także złamany nos i uraz ręki, których nabawił się najprawdopodobniej, kiedy totalnie zdezorientowani ochroniarze zaczęli go obezwładniać. Na jednym z amatorskich filmików widać, jak bandyta rzuca nóż i sam kładzie się na scenie, dopiero później dopadają do niego ludzie z ochrony. Z informacji „Wyborczej” wynika również, że po zaopatrzeniu w jednym ze szpitali zabójca Adamowicza trafił na konsultację do jednego z gdańskich szpitali psychiatrycznych. Podobno już jako 14-latek był leczony psychiatrycznie. Według nieoficjalnych informacji stwierdzono wtedy u niego schizofrenię. Bandyta jeszcze w grudniu 2018 roku był w więzieniu, skazany na pięć i pół roku za napady na banki (podczas nich posługiwał się pistoletem hukowym bądź gazowym). Pieniądze z rabunków przeznaczał na podróże, między innymi na Wyspy Kanaryjskie oraz zabawę w kasynach i klubach nocnych. Nigdzie nie pracował. Wcześniej siedział w więzieniu między innymi za rozboje. Był kilka razy izolowany od innych więźniów, którzy uważali go za niebezpiecznego.

Reakcje po tej tragedii, tak jak wnioski, mogą być różne. Nie sądzę jednak, że był to mord polityczny lub w jakikolwiek sposób motywowany tym, co dzieje się na polskiej scenie politycznej od kilku lat. Choć temperatura sporu politycznego w naszym kraju już dawno przekroczyła poziom normalności, to nie ona była motywem działania tego chorego człowieka, który odebrał życie niewinnemu, 54-letniemu prezydentowi Gdańska. Myślę, że Stefanem W. motywowała chęć bycia sławnym, znanym, popularnym. Chore umysły nie są w stanie poradzić sobie z presją, która ogarnęła praktycznie cały świat.

Ludzie, aby zaistnieć w świadomości innych, choćby na chwilę, choćby na kilka sekund, na całym świecie dopuszczają się największych obrzydliwości, okropieństw, dziwactw i zboczeń. Normalność przestała kogokolwiek interesować. Stała się nudna i niepożądana w przestrzeni publicznej, wyrugowana z kultury, rozrywki, polityki. Dziś bycie normalnym, porządnym człowiekiem nikogo nie „rusza”, natomiast wielu „ruszają” wszelkie ekstrawagancje, włącznie z tymi, które są niebezpieczne dla innych. Ludzie w zdecydowanej większości jakoś sobie z presją bycia popularnym, znanym, sławnym radzą. Po prostu godzą się z tym, że popularni nie są i szczególnie z tego powodu nie rozpaczają. Jednak są tacy, których pragnienie wyjścia na symboliczną scenę (na miejsce publiczne) i zaistnienia w świadomości milionów popycha do tego, że wychodzą na ową scenę z nożem w ręku tylko po to, aby zabić lub skrzywdzić. Niestety żyjemy w dobie kultury masowej – ogłupiającej, manipulującej i promującej wynaturzone wzorce. Tacy chorzy ludzie jak Stefan W. są owocami tej kultury. Kultura XXI wieku nie promuje skromności, pokory, posłuszeństwa czy uległości, ale pompuje balon ludzkiej pychy, próżności, indywidualizmu, gigantomanii i zwykłej głupoty. Dlatego tylko w takiej kulturze możliwe jest to, aby ktoś po dokonaniu tak straszliwie haniebnego i okrutnego czynu, jak morderstwo drugiego człowieka, który w niczym mu nie zawinił, podnosił ręce do góry i przedstawiał się z imienia i nazwisko używając do tego mikrofonu.

Jeśli w porę się nie opamiętamy, może dojść do sytuacji, w której tego typu osobnicy będą mieli coraz większy wpływ i coraz więcej do powiedzenia w przestrzeni publicznej. Podobne tragedie, jak ta która wydarzyła się na scenie gdańskiego finału WOŚP na oczach tysięcy ludzi, będą się mnożyć i wcale nie potrzeba będzie do tego uchodźców. Musimy poddać kulturę masową powolnej, systematycznej i konsekwentnej sanacji. Musimy odwracać trendy, tłumaczyć, edukować, budować prawdziwe autorytety, a jak trzeba to nawet zabraniać i cenzurować (szczególnie w przypadku bardzo młodych ludzi), tak aby ograniczyć poziom znikczemnienia kultury masowej i wpływu tego, co jest w niej popularne. Trzeba to zrobić nawet wtedy, gdy wielu ludziom będzie się to bardzo nie podobać.

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz