Władza powie ci kim jesteś?

środa, 6 Marzec, 2019 - 11:07

Felieton naczelnego • Nieodżałowany burmistrz Piotr Solloch był nie tylko zasłużonym samorządowcem, ale także wdzięcznym rozmówcą, kawalarzem - często o autoironicznym poczuciu humoru oraz znakomitym obserwatorem ludzi. Pan Piotr, dzięki swojej świetnej pamięci, był także wiarygodnym źródłem informacji i historii, zarówno tych o mieście, powiecie krapkowickim, jak i jego mieszkańcach. Świetnie pamiętał daty, wydarzenia, nazwiska, liczby i zachowania ludzi. Opowiadał mi niegdyś o pewnym proboszczu, którego wybrano na biskupa, a który po tym wyborze zmienił się wręcz nie do poznania. „Zaczął się inaczej nosić – wyprostował się, zmienił chód na bardziej dostojny, zamaszysty, a jego oblicze stało się jakby bardziej marsowe” - barwnie opowiadał, a słuchając go nie sposób było z uśmiechem na twarzy nie wyobrazić sobie „zamaszystego i dostojnego chodu” proboszcza, który został biskupem.


Mój rozmówca swoją opowieścią zwrócił mi uwagę na życiową prawdę, która mówi o tym, że władza zmienia ludzi. Cytując klasyka, można by powiedzieć, że: „Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie”. Jednak dzisiaj nie chciałbym mówić ani o absolutnej władzy, ani o absolutnej deprawacji, bo takie raczej nam w naszym sielskim powiecie nie grożą. W swoim życiu byłem natomiast świadkiem tego, jak namiastka, czy nawet imitacja władzy, rozbijała w pył osobowości, powodując ich całkowitą i opłakaną destrukcję. Aby nie przedłużać, skupię się na dwóch przypadkach osób, które dobrze znałem (jednak, jak się później okazało, nie wystarczająco dobrze), a którym po otrzymaniu „władzy” po prostu poprzewracało się w głowach.     


Nigdy nie sądziłem na przykład, że coś takiego jak wybór „zwykłego” człowieka na radnego małego powiatu, miasteczka albo wiejskiej gminy może tak bardzo na niego wpłynąć. Okazuje się jednak, że może. Może zmienić takiego nieszczęśnika i zdeprawować go dokumentnie. We wspomnianych dwóch przypadkach to, co zaczęło się rzucać w oczy właściwie tuż po wyborze i otrzymaniu „władzy”, to wręcz nieskrywana pycha i poczucie nieomylności. Obaj panowie po wyborze na radnych przestali być „kompatybilni” nie tylko ze swoim starym zapleczem, ale także generalnie z otoczeniem. Przekonanie o mądrości, racji, trafności decyzji, postanowień i działań były tak silne, że jakiekolwiek argumenty z zewnątrz, które burzyły ich mniemanie o nieomylności, były bez zastanowienia odrzucane. Dodatkowo próby racjonalnej dyskusji były traktowane z widoczną niechęcią, a wręcz z agresją.


Co więcej, wybór i otrzymanie „władzy” spowodowały, że obaj zaczęli domagać się od swego otoczenia czci, posłuchu i uznania.
Poczucie wyjątkowości i „lepszości” spowodowało, że zaczęli traktować „zwykłych” ludzi jak „gorszy sort”. Podchodzili do nich instrumentalnie jako potrzebnych jedynie do tego aby ani „wybrańcy losu” mogli sprawować władzę i mieć jej coraz więcej. Nie trzeba było długo czekać, a ich zachowanie zaczęła cechować arogancji, agresja, opryskliwość, bezczelność, albo żeby nie powiedzieć jednym słowem, zwykłe chamstwo (słoma z butów zaczęła po prostu wyłazić). Z czasem obaj zerwali relacje ze swoim dawnym zapleczem kierując uwagę w kierunku nowych znajomości, które ich zdaniem były dla nich o wiele bardziej korzystne do tak zwanego ustawienia się w życiu. Po latach przestali poznawać i pozdrawiać swoich dawnych znajomych, choć niektórym z nich raczej więcej niż mniej zawdzięczają.


Powie ktoś: „Takie jest życie. I bez elementu władzy zdarzają się przecież takie sytuacje” i będzie miał rację. Jednak dlaczego pojawiają się one tak często właśnie w kontekście władzy? Dlaczego władza prowokuje ludzi do tak wielu nikczemności, z których pycha, zdrada, interesowność, manipulacja czy instrumentalne traktowanie innych wydają się być najczęstszymi i najłagodniejszymi? Dlaczego jest tak, że odrobina nawet władzy zmienia ludzi? A może jest prawdą jest stwierdzenie, że nie zmienia tylko pokazują prawdziwe oblicze człowieka? A może jest dokładnie inaczej – ludzie dostają władzę i przestają być sobą. Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na te pytania, bo pewnie wszystkie one zawierają po części jakieś prawdziwe tezy.


Władza nie jest dla wszystkich. Jest dla ludzi ugruntowanych w swoich przekonaniach, gotowych wiele poświęcić dla wyznawanych przez siebie wartości. Z jednej strony pozbawionych kompleksów, z drugiej nie z rozdętym ego, nie skupionych na sobie – narcystycznych, przewrażliwionych. Ludzie władzy powinni być gotowi służyć innym, powinni być skłonni do poświęceń, szeroko myślący, nie fanatyczni, ale potrafiący słuchać i zmieniać zdanie. Aby dobrze rządzić potrzebne są przede wszystkim dwie rzeczy pokora i przekonanie, że władza nie jest dana nikomu na zawsze. Tak szybko jak jak otrzymaliśmy, tak szybko możemy ją stracić. A kiedy tak się stanie to co potem?

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz