Zawsze na kolanach?

piątek, 24 Lipiec, 2020 - 15:56

Nie podobają kolejne próby wasalizacji (uzależnienia) Polski. Nie podobają mi się tym bardziej, że są podejmowane przez rządzącą naszym krajem ekipę Prawa i Sprawiedliwości, której jednym z głównych postulatów polityki zagranicznej było tak zwane wstawanie z kolan. Nie wiem z czego się to u nas bierze? Może są to jakieś uwarunkowania historyczne, a może kulturowe, a może mentalne, ale mam wrażenie, że niektórzy ludzie żyjący między Odrą, a Bugiem, zawsze muszą mieć nad sobą jakiegoś zagranicznego pana. Nie chcę sięgać zbyt głęboko w przeszłość, bo nie to jest celem mojego dzisiejszego wywodu, aby coś Wam drodzy Czytelnicy udowadniać, ale aby wzbudzić pewną refleksję. A jeśli chodzi o jakiekolwiek osobiste refleksje to możecie je podzielać, ale wcale nie musicie…

Wracając do przeszłości, ale może niezbyt zamierzchłej, to wiadomo, że najpierw była Wolna Rzeczpospolita Szlachecka, potem 123 lata zaborów, a potem II Rzeczpospolita ulokowana jakoś tak dziwacznie i niefortunnie pomiędzy dwoma krajami rządzonymi przez psychopatów Hitlera i Stalina i ich psychopatyczne ekipy. A jak się ma takich sąsiadów to nie dziwota, że szuka się mecenasów za granicą, którzy stworzą choćby iluzję pomocy ratunku w sytuacji „psychopackiego” znaczy się sąsiedzkiego zagrożenia. Jednak w 1939 roku, ale i później Polacy boleśnie przekonali się co znaczą traktaty z Londynem i Paryżem, a nie znaczyły, i chyba wciąż nie znaczą nic. Po drugiej wojnie był czas wasalizacji Polski względem Związku Radzieckiego. O tym że Polska była satelitą ZSRR świadczyła nie tylko potężna armia ulokowana na terenie naszego kraju, ale także całkowite uzależnienie polskiej gospodarki od gospodarki „Wielkiego Brata”.

Po 1989 roku przyszła nadzieja, że Polska będzie mogła być w pełni niezależnym suwerennym (stanowiącym o sobie) krajem. Niestety wciąż mam wrażenie, że tak nie jest. Kolejne ekipy rządzące polską tylko przymilały się Zachodowi, tracąc podmiotowość, która jest podstawą partnerstwa w każdej relacji. Wielkiej szansy na wzmocnienie pozycji Polski w Europie nie wykorzystał Donald Tusk, którego wciąż bardzo lubię jako człowieka. Tusk w imię swojej prywatnej kariery zrezygnował z budowania pozycji naszego kraju na arenie europejskiej. Zbytnia uległość Polski wobec Niemiec, Francji i Rosji nic dobrego Polsce nie przyniosła, natomiast Panu Donaldowi i owszem dała dwie kadencje na jednym z najwyższych stanowisk w Unii Europejskiej. Dlatego z wielkim zaciekawieniem obserwowałem politykę „wstawania z kolan”, którą rozpoczęła ekipa PiS.

Niestety tak jak PiS rozpoczął „wstawanie z kolan” stawiając się trzem wymienionym wcześniej przeze mnie krajom, tak niemalże równocześnie popchnął na symboliczne „kolana” całą Polskę w przesadną uległość wobec USA. Czy Polskę stać na to żeby prowadzić neutralną, samodzielną politykę międzynarodową ze szczególnym uwzględnieniem polskich interesów? Oczywiście, że stać – tak jak to robią Czesi, czy chociażby Węgrzy, nie mówiąc już o Hiszpanii, która przestała być światowym mocarstwem kilka wieków temu, a potencjałem coraz bardziej przypomina nasz kraj. Czy naprawdę musimy ściągać na swoje terytorium obce wojska aby poczuć się bezpieczniej? Osobiście wcale bezpiecznie się nie czuję. Co więcej jestem przeciwny stacjonowaniu na terytorium mojego kraju jakichkolwiek obcych wojsk – radzieckich, amerykańskich czy niemieckich. Jeszcze bardziej jestem przeciwny płaceniu im za tę obecność ogromnymi pieniędzmi.

Wasalizacja Polski wobec USA przybiera karykaturalne formy między innymi za sprawą pani ambasador Georgette Mosbacher, która co jakiś czas wtrąca się do naszych wewnętrznych spraw. Takie zachowania są niedopuszczalne w żadnym innym cywilizowanym i samodzielnym kraju. Pani Georgette, która nie ma żadnego doświadczenia w pracy w dyplomacji, co jakiś czas strofuje, przywołuje do porządku i poucza polskich senatorów, posłów i kandydatów do najwyższych urzędów w państwie, broni też amerykańskich interesów uderzając w interesy polskie. To jest po prostu nie do pomyślenia aby ambasador obcego mocarstwa w sposób tak oficjalny i bezczelny ingerował w wewnętrzne sprawy kraju, który go gości. Moim zdaniem PiS popełnia ogromny błąd tak bardzo uzależniając Polskę od USA i jego nieobliczalnego przywódcy, który najprawdopodobniej przegra najbliższe wybory. Zamiast realizować samodzielną politykę zagraniczną w oparciu o Grupę Wyszehradzką i Unię Europejską i zabiegać o dobrosąsiedzkie stosunki ze wszystkimi dookoła pakujemy się w amerykańskie uzależnienie, z którego najprawdopodobniej nic mieć nie będziemy poza ogromnymi kosztami w postaci miliardów złotych, które wydamy na amerykańskich żołnierzy w Polsce i jakiś tam Fort Trump.

Czy doczekamy więc takiego momentu kiedy Polskę będzie stać na samodzielność, a polscy przywódcy nie będą jeździli jak wasale prosząc o audiencje i poparcie ani do Waszyngtonu, ani do Moskwy, Berlina, Paryża, Londynu, Brukseli czy Watykanu? Będzie tak, ale tylko wtedy kiedy naprawdę zadbamy o polskie interesy, polską gospodarkę, polskie społeczeństwo. I uczynimy z naszej pięknej Polski średniozamożny kraj w środku Europy. Kraj ludzi mądrych, przyjaźnie nastawionych i naprawdę wolnych… .

Roman Chmielewski

To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie

Dodaj komentarz