Czy czeka nas podzielenie?

środa, 2 Grudzień, 2015 - 06:00
Felieton naczelnego • Kiedyś – przynajmniej w Polsce – było chyba trochę inaczej. Ludzie byli bardziej chętni do tego, aby się dzielić z innymi. Dzielili się chętniej z bliźnimi nie tylko dobrami materialnymi, ale i radościami, dobrym słowem i czynną pomocą, jak również troskami, problemami, słabościami. Z owego dzielenia wynikały same dobre rzeczy. Ludzie zbliżali się do siebie (znaczy – stawali się sobie bliżsi), bardziej na sobie polegali, szanowali się i nie kryli tego, że nawzajem siebie potrzebują. Zdecydowanie częściej niż teraz ludzie czuli się potrzebni, usatysfakcjonowani swoim życiem, uspołecznieni, a nie samotni, radośni, a nie smutni i agresywni. Ludzie bardziej się ze sobą utożsamiali i więcej o sobie wiedzieli. Pewnie na ten stan rzeczy składało się znacznie więcej czynników, ale ja dziś będę koncentrował się na jednym – na dzieleniu się… 
 
Dzielenie się z innymi sobą i tym, co posiadamy, jest czynnością nie z tego świata. Ten świat bowiem koncentruje się na egoistycznym gromadzeniu wokół siebie i dla siebie, a nie na podziale tego, co przecież jest moje i tylko moje. Brak dzielenia się z innymi powoduje głębokie podziały, obcość, wrogość i rywalizację. Uważam, że ludzkość – a na pewno cywilizacja zachodnioeuropejska, stanęła na progu potężnych zmian, które zostaną na niej po prostu wymuszone. Uchodźcy i terror spowodują, że fundamenty tak zwanego zachodniego świata będą się chwiały. W najbliższych latach czekają nas dwa wyjścia – albo gwałtowna nieprzewidywalna rewolucja albo ewolucyjne, znacznie spokojniejsze zmiany pod jakąś tam kontrolą. Wybór cywilizacji Zachodu będzie zależał od tego, czy zdobędziemy się na to, aby się podzielić, czy też nadal chciwie i egoistycznie będziemy gromadzić tylko dla siebie i wokoło siebie. 
 
Na początku lat 90. minionego wieku po raz pierwszy byłem w Paryżu. W tym mieście o   niezwykłym klimacie zapamiętałem wiele pięknych obrazów, a wśród nich także ten z Arabami w roli głównej. Z paryskich trawników i skwerów z miejsca na miejsce przeganiali ich żandarmi. Młodzieńcy o charakterystycznym wyglądzie, śniadzi i w powłóczystych szatach głośno odgrażali się policjantom. Turyści patrzyli na nich z przerażeniem. Sądząc po ich wyglądzie i zachowaniu byli najprawdopodobniej albo pod wpływem alkoholu, albo „ujarani” trawką, albo pod wpływem narkotyków. Kiedy ostatnio czytałem wspomnienie byłej żony jednego z terrorystów, którzy zginęli podczas niedawnych zamachów właśnie w Paryżu dowiedziałem się, że był to bardzo sympatyczny młody człowiek, który całymi dniami słuchał arabskiego hip-hopu, jarał trawkę, nie pracował, bo utrzymywał się z zasiłku dla bezrobotnych w wysokości 1000 euro...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz