Do milczącej większości...

wtorek, 11 Październik, 2016 - 13:45
Felieton naczelnego • Ostatnio kilku zwolenników uznawanego za ważnego lokalnego „polityka” zaatakowało mnie za to, że napisałem parę niepochlebnych słów na temat jego działalności. Mój tekst był tylko zbiorem tego, co napisali o tej działalności dziennikarze z ogólnopolskich redakcji, nie mający żadnych pozytywnych lub negatywnych skojarzeń z owym lokalnym politykiem. Zachodzi więc uzasadnione przypuszczenie, że napisali o sprawie obiektywnie. Ja jedynie przepisałem to co przeczytałem, w miarę wiernie, no i z tego powodu rozpoczął się tak zwany internetowy hejt pod moim adresem. 
 
Generalnie na hejt jestem odporny. Od wielu lat bowiem jestem tematem obmów w powiecie, a nawet czasami w województwie. Krapkowice to małe miasteczko, a Opolszczyzna to przerażająco nudny region, więc nie dziwi, że czasami jakiś dziennikarz uruchomi wyobraźnię, a potem jego „medialne wizje” udzielają się ludziom, którzy nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć otaczającej ich rzeczywistości. Niestety małość, ograniczenia, strach i irracjonalna niechęć bywają zaraźliwe, ale tylko w przypadku osób, które mają chorą duszę. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że każdy, kto zdecyduje się na wyjście ze swojej prywatności i wkroczenie w sferę publiczną, musi być gotowy na takie traktowanie. Zawsze przecież znajdzie się kilku surowych i chętnych do przesadnej krytyki  komentatorów, którzy wyładują swoje frustracje na różnych forach internetowych. 
 
Jednak sprawy zaczynają ocierać się o konkretne paragrafy, gdy do owej sfery publicznej zaczynają być z premedytacją wciągane prywatne informacje z życia prywatnego poszczególnych osób. Te akurat informacje nikogo interesować nie powinny, a tym bardziej nie powinno się z nich czynić jakiegokolwiek zarzutu komukolwiek. Jestem zdania, że należy uszanować życie prywatne każdego człowieka, traktować je jak azyl, jak świętość, której nie można szargać, naigrywać się z niej, czy krytykować.Każdy żyje jak chce i wierzy jak chce, i każdy sam poniesie ciężar konsekwencji swoich życiowych wyborów. Rozdzielność życia prywatnego od działalności publicznej nie jest żadnym najnowszym wynalazkiem, to żelazna zasada całego cywilizowanego świata stosowana od lat. To reguła, której nikt poważny i przyzwoity nie łamie. To elementarne prawo do prywatności dla każdego, prawo niezbywalne i niepodważalne. 
 
Są jednak ludzie, którzy na każdym kroku i to z premedytacją próbują mieszać sferę prywatną z publiczną lub zawodową działalnością. W Krapkowicach od jakiegoś czasu w kontekście mojej osoby pisze się „redaktor – pastor”, co ciekawe, nie piszą tego ludzie mi przychylni, tylko tacy, którym wydaje się, że kiedy to napiszą, to zrobią mi na złość. Mnie to generalnie nie obraża, ani nie złości, wręcz przeciwnie dumny z tego powodu jestem i zaszczycony. Jednak to moje prywatne życie i co komu do tego? Czy połączenie obu tych funkcji ma zmusić mnie do zamknięcia ust? Do niewyrażania opinii na tematy związane z naszym miastem czy powiatem? Czy to powód, który powinien mnie lub kogokolwiek eliminować z udziału w publicznej debacie na temat naszej małej Ojczyzny? Czy to ma być knebel na krytykę, że niby jak „redaktor - pastor” to już nie może mieć własnego zdania, które być może różni się od zdania większości?      
 
Zastanawiam się, co by się stało, gdybyśmy od tego momentu zaczęli pisać o innych samorządowcach w ten sposób. Nie mając nikogo personalnie na myśli, co by było, gdybyśmy od teraz zaczęli za każdym razem w kontekście sprawowanych funkcji publicznych typu: burmistrz, starosta, przewodniczący rady, radny, wójt, wiceprzewodniczący, redaktor naczelny, wicewójt, wicestarosta pisać mniej więcej tak: kościelny lektor, katolik w świetle fleszy, zielonoświątkowiec, agnostyk, szafarz eucharystii, członek rady parafialnej, rozwodnik, religijny obłudnik, katecheta, wierzący - niepraktykujący, sekciarz, ekssekciarz, Żyd, ateista, antyklerykał, dewota i tak dalej, i tym podobne. Jaki wówczas zrobiłby się szum w miasteczku, w „powiaciku” w sercu Opolszczyzny, jak i w całej Opolszczyźnie. Ile byłoby głosów świętego oburzenia, wstrząśniętych, rozhisteryzowanych i wściekłych. Już widzę, jakie pojawiłyby się gromy, ile niepochlebnych opinii usłyszelibyśmy na swój temat. Internet by wrzał, a niektórzy ludzie prześcigaliby się w pomysłach, jak mnie jeszcze obrazić.
 
I tu rodzi się pytanie: dlaczego? Dlaczego o jednych można pisać i mówić wszystko (nawet nieprawdę), a o innych nie można napisać nawet prawdy? Czyżby w powiecie krapkowickim były dwa rodzaje obywateli? A może obowiązuje u nas podział na motłoch i tych wysoko urodzonych, albo wysoko ustawionych? A może chodzi o zasobność portfela, albo przynależność do bardziej licznej grupy społecznej? Czyżby byli u nas tacy, o których można pisać, ale tylko dobrze (nawet kiedy popełnią kosmiczną głupotę) i tacy, których można tylko obrażać i krytykować (nawet kiedy nie zrobili nic złego)? Niestety okazuje się, że i w Krapkowicach są „święte krowy”, otoczone wianuszkiem swoich wiernych wyznawców – pochlebców. „Krowy” ostatnio odkryły całą prawdę o sobie. Prawdę pełną nadęcia, dbałości o pozory i zwykłej pychy.        
  
Pisząc te słowa zwracam się do Czytelników „Nowin” o to, aby nie dali się wciągać w tego typu śmieszne manipulacje i próby odwrócenia uwagi od prawdziwych problemów miasta Krapkowice i powiatu krapkowickiego. Ze swojej strony gwarantuję także, że nikt nie zatka nam ust. Będziemy dalej w sposób prawdziwy i rzeczowy opisywać rzeczywistość powiatu krapkowickiego. A wzmożony opór „świętych krów” jest dla nas tylko i wyłącznie dowodem na to, że idziemy we właściwym kierunku, z którego nie ma już powrotu. To, że jesteśmy i piszemy, jest solą w oku dla kilku wpływowych osób, ale to nas szczególnie nie martwi, a więc: „Wiwat wolność bycia kim się chce!”, „Wiwat wolne media”!, „Wiwat wolność słowa!”. 
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz