Generał

środa, 4 Czerwiec, 2014 - 14:00
Felieton naczelnego • Średnio dobrze pamiętam wystąpienie z 13 grudnia 1981 roku generała Wojciecha Jaruzelskiego. W naszym czarno-białym telewizorze generał wypadł nijako. Nie zapamiętałem ani słowa z tego co powiedział, ale w głowie utkwił mi jego skrzeczący, nienaturalny głos, jakim odczytywał narodowi informację o wprowadzeniu stanu wojennego, jego wysokie czoło, które świeciło reflektorami, wielkie okulary, a najbardziej plik papierów, które obejmowała kamera i dziwnie przekrzywionego polskiego orła na fladze czy sztandarze. Całość audycji dla dwunastolatka nie wyglądała ani złowieszczo, ani groteskowo, ale jakoś tak nienaturalnie. Nie rozumiałem praktycznie nic z tego co działo się wówczas wokoło mnie – pewnie jak większość polskich dzieci w tym wieku.  
 
Pamiętam jak przez mgłę czołgi, które sunęły 14 lub 15 grudnia 1981 roku po obwodnicy od strony Opola w kierunku Raciborza i Rybnika. Opasłe sylwetki z lufami przypominały mi się potem wielokrotnie. Pamiętam, że nie rozumiałem agresji pana Kaczmarskiego, mojego późniejszego niezapomnianego nauczyciela wos-u, kiedy razem z kolegą przyszliśmy do świetlicy krapkowickiej „jedynki” żeby rozegrać gierkę w ping-ponga. „Idźcie do domu. Wojna jest” – powiedział wyraźnie zdenerwowany i bardzo przejęty całą sytuacją nauczyciel. A my chcieliśmy grać i dyskutowaliśmy z nim „Dlaczego?” i „Po co?”. Pamiętam, że moja Mama była za generałem i za stanem wojennym, zmęczona strajkami i pustymi półkami w sklepach uznała to rozwiązanie za nadzieję i zapowiedź lepszych czasów. Tata był przeciw, buntownik i indywidualista z natury nie angażował się politycznie, jednak „komuna” go denerwowała, bo ograniczała jego wolność i fantazję. 
 
Niedawna śmierć generała Jaruzelskiego przypomniała mi wiele epizodów i sytuacji z czasów kiedy to generał podejmował – jak sam powiedział – najtrudniejszą decyzję swojego życia. Jaruzelski będzie przez wieki jeszcze dzielił Polaków swoją osobą – wiem, że powtarzam komunały, ale wiem też niestety, że będzie dzielił ich brzydko. Rodacy nie potrafią dzielić się ładnie, z kulturą i szacunkiem dla inności i odmienności. Zbyt często bowiem mówiąc i myśląc o tych, od których się różnią używają serca, a nie rozumu. Nie jestem zwolennikiem ani zagorzałym przeciwnikiem generała. Nie chcę tak jednoznacznie go oceniać jak to robili jego zwolennicy i przeciwnicy przed, po i podczas jego pogrzebu. Od sądzenia go są przecież Bóg i historia – dwie obiektywne Instancje, a nie dziennikarze czy politycy. Któż z nas z całą pewnością mógłby powiedzieć, że zachowałby się tak, a nie inaczej w sytuacji generała, czy też w jakiejkolwiek innej kontrowersyjnej sytuacji, od której zależy los wielu ludzi, nawet narodów? 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz