Po debatach, przed wyborami

środa, 21 Październik, 2015 - 15:00

Trzeciej siły w Sejmie boją się jak diabeł święconej wody – tak można powiedzieć o Platformie Obywatelskiej oraz Prawie i Sprawiedliwości po oglądnięciu dwóch debat telewizyjnych. Dla mnie to podstawowy wniosek jaki można było wysnuć z tego co działo się w trakcie i po tych telewizyjnych wydarzeniach. Osobiście obie debaty podobały mi się, choć uważam że powinna odbyć się tylko jedna z udziałem wszystkich liderów partii politycznych. Ale tak już polska mentalność, że tych mniejszych, słabszych, początkujących traktuje się nierówno jako gorszych i okazuje im się lekceważenie. Nie uważam, że debaty były nudne i niczego nie wniosły, ale nie uważam także, że w którejś z nich doszło do takich wypowiedzi, które mogłyby zmienić bieg politycznej historii naszego kraju.

W pierwszej debacie najciekawsze było starcia ze sobą dwóch całkowicie różnych od siebie kobiet, które dla mnie symbolizują tak naprawdę dwie różne Polski. Premier Kopacz w kobiecej spódniczce przed kolana i szpilkach to damusia z Szydłowca, pani doktor, nieco zmanierowana, kapryśna, emocjonalna i zewnętrznie pewna siebie – symbol Polski liberalnej, ale nieco odurzonej wolnością i wewnętrznie zagubionej. Polski zadowolonej, bo sytej. Wiceprezes Szydło, w spodniach i męskiej fryzurze to dawna burmistrz Brzeszcza, spokojna, umiarkowana i ostrożna, można powiedzieć nawet nieco defensywna. Ona symbolizuje Polskę konserwatywną, prowincjonalną, zachowawczą i niechętną zmianom. Polskę niezadowoloną, bo cierpiącą na braki, trochę zapomnianą i pomijaną. Obie te „Polski” patrzą na siebie z niechęcią i podejrzliwością, pogardą, ale i… zazdrością. Jedni drugim chcą tę „Polskę” wyrwać aby zamienić ją w swoją – paltformerską czy pisowską. Tymczasem Polska nie potrzebuje aby ją sobie wyrywać. Polska nie może być ani tą spod znaku PO, ani tą spod znaku PiS. Polska aby dalej się rozwijać musi „wybić się na ponadpartyjną niepodległość” i poddać się reformom.  

Obie panie wzbudzają moją sympatię i na pewno nie było to dla mnie „starcie robotów”. Dla obu tych „Polsk” – tej egoistycznej platformerskiej i tej ultrakonserwatywnej pisowskiej największym wrogiem jest ten trzeci. Największym wrogiem PiS nie jest PO, tak jak dla PO największym wrogiem nie jest PiS. Te partie od dekady świetnie sobie same ze sobą radzą i dobrze na tym wychodzą ponieważ z konfliktu pomiędzy sobą, który wykreowały i nieustannie podtrzymują, uczyniły paliwo, które zapewnia im istnienie. Największym solidarnym sukcesem PO i PiS jest to, że udało im się przekonać większość wyborców do tego, że konflikt pomiędzy nimi ma fundamentalne znaczenie dla Polski i Polaków! Szok! Tymczasem prawda jest zupełnie inna - konflikt PO-PiS nie ma żadnego znaczenia dla Polski i Polaków, co więcej szkodzi państwu i narodowi polskiemu. Spór PO-PiS od zawsze nie jest sporem merytorycznym,  na argumenty i fakty, ale jest sporem emocjonalno - personalnym podsycanym sympatiami i antypatiami z czasów, kiedy opozycja wylegiwała się na styropianie i nazywała się „Solidarność”. Ten spór dla Polski jest jałowy i anachroniczny. Koncentrowanie się na nimi spowodowało, że Polska od co najmniej 10 lat nie jest reformowana, a fakt że „partiokracja”, zastąpiła demokrację spowodował, że zamiast rozwijać propaństwowe postawy i społeczeństwo obywatelskie od kilku lat ewidentnie w tej materii się cofamy. Państwo polskie potrzebuje głębokich reform praktycznie w każdym zakresie swojego funkcjonowanie i reform tych boi się zarówno Polska premier Kopacz jak i Polska wiceprezes Szydło. Dlatego w Sejmie potrzebna jest trzecia, a może czwarta i piąta silna partia polityczna, która zniszczyłaby ten dwupartyjny układ, który niestety w Polsce się nie sprawdził.

Po drugiej debacie niektórzy komentatorzy ze zdziwieniem stwierdzili, że obie liderki największych ugrupowań politycznych w Polsce – PO i PiS niczym szczególnym się nie wyróżniły spośród wszystkich liderów prezentujących swoje poglądy. A czym miałyby się niby wyróżnić? Obie największe partie nie chcą reformować Polski i boją się tych którzy chcą zmian. Im nie chodzi o Polskę tylko o to aby Polska nie dostała się w „łapy” konkurencji. W tle tej połowsko-pisowskiej wojny plemiennej pozostałe ugrupowania od skrajnie lewicowych - „Razem”, poprzez liberalne - „Nowoczesna” i populistyczno-antysystemowe - „KorWin” i „Kukiz’15” zaprezentowały się bardzo dobrze. Pojawiły się inne wizje dla Polski, pojawili się ludzie, którzy chcą zmian, pojawiły się pomysły i rozwiązania. Tego dzisiaj naszej polityce brakuje - polityków nie obarczonych przeszłością i złymi emocjami, którzy odważnie chcą rzeczywiście zmieniać swój kraj. Obie debaty dosadnie udowodniły, że dziś naprawdę jest w kim wybierać na polskiej scenie politycznej. Pozostaje jedynie wierzyć, że Polacy mądrze wybiorą. 

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz