Pomysły przed snem

piątek, 22 Maj, 2015 - 15:00
Rozmowa • Chociaż nikt w jej rodzinie nie malował, a ona nigdy nie kształciła się na kierunkach artystycznych bardzo szybko znalazła swój styl i niszę w działalności artystycznej. Nie postrzega samej siebie jako artystki, bo, jak mówi – przede wszystkim robi to, co lubi, a malowanie sprawia jej wielką przyjemność. Dodatkowo to, że jeszcze komuś się podoba jej twórczość, jest dla niej wielką zachętą do dalszej pracy. Od czerwca zeszłego roku Ludwika Mizielska mieszka w Krapkowicach, bo tu, przy boku męża, znalazła swoje miejsce.
 
Skąd pomysł na to, żeby malować kamienie i kawałki drewna?
Zaczynałam malować akwarelami na papierze. I od tego zaczęła się moja przygoda z malowaniem. W pewnym momencie zainteresowałam się farbami akrylowymi. Dokładniej po warsztatach organizowanych przez Krapkowicki Dom Kultury. Na zajęciach malowaliśmy głównie akrylami. Malowanie na papierze w ogóle mi nie wychodziło. Nie umiałam się w tym odnaleźć. Postanowiłam sprawdzić akryle na innym materiale. Chciałam też malować prostsze rzeczy niż krajobrazy, bo te nie do końca prezentowały się tak, jakbym sobie życzyła.
 
Kiedy pomalowałaś pierwszy kamień?
Pierwsze kamienie z myślą o ich pomalowaniu nazbierałam rok wcześniej, ale długo leżały w moim domu. Kiedy po ślubie przeniosłam się z Opola do Krapkowic, to kamienie przyjechały razem ze mną. Jak mąż je zobaczył, to załamał ręce… 
I tak sobie kamienie czekały na odpowiednią chwilę. I teraz właśnie ta chwila nastąpiła. Jak przełamałam pierwsze „lody” z kamieniami to postanowiłam wziąć się za drewienka. O pracy z drewnem marzyłam od dłuższego czasu. Jak widziałam prace malowane na drewnie przez inne osoby, to bardzo mnie to inspirowało. 
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Hanna Augustyn

Dodaj komentarz