Szczęście uświadomione

czwartek, 29 Styczeń, 2015 - 09:15
Felieton naczelnego • Generalnie uważam się za człowieka szczęśliwego, nie znaczy to wcale, że moje życie pozbawione jest problemów i przeróżnych przeszkód, jakie muszę pokonać w procesie osiągania wyznaczonych sobie celów. Tak dobrze to nie mam, ale przeszkody i problemy raczej mnie nie unieszczęśliwiają tylko mobilizują. Stan zadowolenia z życia towarzyszy mi również wtedy, kiedy rozczarowuję się co do ludzi. Z wiekiem (zabrzmiało to bardzo poważnie) grono takich osób robi się coraz większe, ale pewnie u każdego (z wiekiem) taki przykry proces ma miejsce. Pewnie i pod tym względem mieszczę się w średniej krajowej, więc nie ma co narzekać, bo szczęście dalej jest. To bardzo ważne, bo generalnie bliźni potrafi zdołować. Znam ludzi, którzy latami nie mogą otrząsnąć się z negatywnych emocji, bo ktoś im świnię podłożył, albo na kimś bardzo się zawiedli, albo ktoś nie sprostał ich oczekiwaniom. Niezależnie od tego, jaka jest przyczyna frustracji bliźnim (nawet kiedy jest ona wyssana z palca) przyczyna owa potrafi zdołować prawie każdego. Aby zakończyć ten wątek warto wspomnieć, że skutecznym lekarstwem na taki stan rozczarowanego serca zawsze i wszędzie pozostaje ewangeliczne, święte i uwalniające przebaczenie. 
 
Wracając do szczęścia, bo od niego przecież zacząłem, bywa taki czas, kiedy przeżywam, można by rzec na potrzeby tego tekstu, szczęście uświadomione. Co ciekawe szczęście uświadomione pojawia się u mnie nie z powodu moich osobistych zwycięstw i sukcesów, ani nie wtedy, kiedy popadam w samozadowolenie, które często jest krótkotrwałe i powierzchowne, nie cieszą mnie także upadki i niepowodzenia moich wrogów, szczęście pojawia się wtedy kiedy budują mnie postawy, zachowania innych ludzi. Tak, tak, właśnie bliźni – Twój i mój niedoceniony bliźni potrafi także bardzo pozytywnie wpłynąć na otaczające go środowisko. Nie zdajemy sobie nawet sprawy jak bardzo stanowimy tylko część pewnej większej całości, jak bardzo jesteśmy rurkami, naczyniami, bańkami w ogromnym systemie naczyń połączonych ludzkości składającym się na setki zależności, relacji i układów w jakich przyszło każdemu z nas żyć. Pomimo tego, że różni mądralińscy socjologowie i psychologowie społeczni twierdzą, że nastała era samotności, atomizacji struktur i więzi społecznych, czas singli żyjących egoistycznie tylko dla siebie i ze sobą, z całym przekonaniem twierdzę, że człowiek początku XXI wieku rozpaczliwie pragnie zależeć od innych, choć bardzo się boi rozczarowania i zranienia na przykład.
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz