Żółte, nieplastikowe kamizelki

wtorek, 11 Grudzień, 2018 - 12:26

Felieton naczelnego • Ostatnio zdałem sobie sprawę, że jakoś tak nie przepadam za bardzo za ludźmi, których nazywam plastikowymi. Już spieszę z wyjaśnieniami, co kryje się za tym określeniem. Dla mnie człek plastikowy to taki, co to go wszyscy lubią, zarówno ci z prawa, jak i ci z lewa, wszyscy go popierają i wszyscy są generalnie za nim i on też wszystkich lubi i generalnie jest za wszystkimi. Nie chodzi o to, że lubię ludzi kłótliwych, czy też skonfliktowanych ze wszystkimi dookoła, bo za tymi też jakoś nie przepadam, ale chyba jednak wolę ich, niż tych plastikowych. Chyba wolę tych, co to walczą zażarcie na śmierć i życie, niż takich, co to dla świętego spokoju i swojej wygody z każdym i w każdej sytuacji są skłonni pójść na tak zwany zgniły kompromis.

Jakoś trudno mi takim ludziom zaufać. Plastikowi charakteryzują się tym, że mówią, mówią i mówią, ale jakbyś chciał wyciągnąć z ich słowotoku jakieś konkrety to będziesz miał problem. Bo ci plastikowi mówią tak, żeby nic nie powiedzieć, mówią tak, żeby z jednej strony nikogo nie obrazić, a z drugiej przypodobać się wszystkim. Czy tak się da? Okazuje się, że tak. Plastikowi robią to z premedytacją i w sposób niezwykle wyrafinowany, zwykle tylko i wyłącznie w celu osiągnięcia jakichś swoich osobistych, prywatnych korzyści. Inną motywacją jest strach. Plastikowi, motywowani strachem, za wszelką cenę chcą nie doprowadzić do jakichkolwiek nieporozumień, które mogłyby zakłócić jakiś korzystny dla nich porządek rzeczy, bądź ograniczyć ich wpływy.   

Jednak ci ludzie wcale nie są tacy nieskazitelni, na jakich chcą wyglądać. Często posługują się innymi ludźmi, którzy za nich wykonują tak zwaną czarną robotę, bo plastikowi nie chcą sobie swoich rąk plastikowych pobrudzić (czytaj, chcą mieć sprawę załatwioną, ale nie chcą się komukolwiek narazić). Inną metodą stosowaną przez tych wyrachowanych i inteligentnych manipulatorów, jest zamiatanie spraw pod dywan. Plastikowi każde świństwo, plugastwo i łajdactwo są w stanie pozamiatać pod dywan przede wszystkim po to, aby ludzie byli zadowoleni, nikt nie zadawał kłopotliwych pytań, żeby ich sfery wpływów nie doznały uszczerbku, a winowajcy obdarzali ich dozgonną wdzięcznością za okazaną wielkoduszność.     

To osobnicy traktujący innych dlatego plastikowo, bo przedmiotowo, a nie podmiotowo. Są oni w stanie dla swoich małych egoistycznych pobudek (sprawowania władzy, poczucia kontroli i wpływania na innych, dla pieniądza czy popularności!) poświęcić każdego, oczywiście przedstawią to tak, że robią to dla dobra bliźniego (nie swojego). Zeszmacą człowieka, wykorzystają, wyssają z niego wszystko, co tylko jest możliwe, a potem inteligentnie zrywają kontakt, ograniczając go do miłej, poprawnej obojętności.
Jeśli komuś coś się stanie, plastikowi są tam pierwsi, najgłośniej wołają o pomoc, ale tak naprawdę w niczym nie pomagają.
    
To smutne, ale zauważyłem, że coraz więcej takich ludzi wśród nas, zarówno tych znanych z telewizora, jak i tych znanych lokalnie lub regionalnie. Ludzi, którzy nie chcą się konfrontować, nie chcą dyskutować, spierać się na argumenty, przekonywać liczbami, faktami i twardymi danymi, ale raczej płaszczą się i łaszą byle tylko dopiąć swego. Coraz mniej wśród nas takich, co to dla dobra ogółu, dla dobra sprawy, są w stanie narazić się większości, pójść pod prąd, zreformować, choć na początku zapewne będzie to wielu bolało, ale ostatecznie przyniesie wszystkim korzyść. Coraz mniej takich, którzy w imię szeroko rozumianej sprawiedliwości społecznej są w stanie zabrać jednym tym bogatszym, potężniejszym (narazić się), aby dać drugim, biedniejszym, bezbronnym.
Myślę, że z każdym pokoleniem ludzie stają się coraz mniej ideowi, a coraz bardziej plastikowi. Dla mnie takim symbolem plastikowego pokolenia jest ostatnio prezydent Francji Emmanuel Macron. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że francuskie protesty spod znaku „żółtych kamizelek” są o wiele bardziej złożone, niż mogłoby się nam wydawać, ale mam nieodparte wrażenie, że są to protesty zwykłych ludzi, którzy mają już serdecznie dosyć gry pozorów plastikowego prezydenta Macrona. To, pomimo skrajnej formy tych protestów, pocieszające, że są jeszcze ludzie, których stać wyjść na ulicę, aby przeciwstawić się plastikowej, życiowej bylejakości.

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz