Bajka

wtorek, 20 Wrzesień, 2016 - 13:15
Felieton naczelnego • Dawno, dawno temu za górami za lasami, za siedmioma pustyniami i sześcioma łąkami było sobie miasteczko. Miasteczko było spokojne (niektórzy uważali, że nawet za spokojne) i panowała w nim senna, a może nawet sielska atmosfera. Ludzie w miasteczku byli zacni, pracowici, ale przede wszystkim zajęci sobą. Czas mieszkańcom miasteczka upływał na pracę i różnego rodzaju mądrzejsze i mniej mądre przyjemności. I na pozór wydawać by się mogło, że w miasteczku jest kolorowo, słonecznie i przyjaźnie. Jednak prawda o mieszkańcach miasteczka była nieco inna i już niebawem miała wyjść na wierzch za sprawą przybysza, który zdecydował się w miasteczku zamieszkać…
 
Pewnego letniego dnia w miasteczku pojawił się ów człowiek. Nikt go wcześniej nie widział i nikt wcześniej nie znał. Człowiek kupił wielki pałac i zaprosił na ogromne przyjęcie w swoich ogrodach wszystkich mieszkańców miasteczka. Ludzie z zaciekawieniem przyszli na przyjęcie, aby poznać nowego mieszkańca. Komplementowali jego posiadłość i dyskretnie podziwiali hojność przybysza. W miasteczku bowiem, choć nie brakowało bardzo bogatych i bogatych ludzi, nikt wcześniej z nikim się niczym nie podzielił i nikt wcześniej nikomu niczego za darmo nie dał. Na przyjęcie jednak nie przyszli co zacniejsi mieszkańcy miasteczka, którzy uważali się za jego elitę. Wymówili się brakiem czasu, prawda jednak była taka, że bali się, że stracą popularność kosztem nowego rywala oraz tak zwany rząd dusz. Choć nie znali przybysza już na wstępie go znienawidzili, drżąc o swoje malutkie układziki i interesiki w miasteczku.
 
Na wielkim przyjęciu, które przygotował przybysz doszło jednak do kilku przykrych incydentów, które potem przez wiele dni były emocjonalnie komentowane przez mieszkańców miasteczka. Plotka goniła plotkę, a sensacja sensację. Podobno bogatsi mieszkańcy miasteczka byli oburzeni, że muszą siedzieć przy jednych stołach z biedniejszymi mieszkańcami miasteczka, dodatkowo ci, którzy uważali się za najbardziej religijnych nie byli w stanie tolerować tych, którzy ich przekonań nie podzielali. Co więcej, przybysz z bezczelną ostentacją traktował równo wszystkich zaproszonych gości i tak samo serdecznie oraz otwarcie odnosił się do każdego! Takie zachowanie przybysza spowodowało zgorszenie u wielu porządnych mieszkańców miasteczka, którzy mówili: „Jak on może tak samo jak nas, uczciwych i religijnych mieszkańców, traktować Żydów, Niemców, Rosjan, innowierców, biedaków, wdowy, sieroty i alkoholików”...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz