Dokąd zmierza starosta?

poniedziałek, 31 Październik, 2016 - 11:30
Felieton naczelnego • Ostatnia sesja Rady Powiatu Krapkowickiego miała bardzo dziwny przebieg, ale po sesji stało się coś jeszcze dziwniejszego. Starosta Maciej Sonik na swoim fejsbuku opublikował tekst nie tyle poświęcony samej sesji, co mojej skromnej osobie – po raz kolejny czuję się wyróżniany przez pana Macieja. Jednak to, co robi, szczególnie w ostatnich miesiącach, starosta Sonik świadczy tylko o jednym - skończyły mu się dobre pomysły nie tylko na to, jak właściwie sprawować funkcję starosty, ale również na to, jak być pożytecznym liderem dla swojego środowiska i powiatowej społeczności oraz jak należycie kierować starostwem i jak troszczyć się o powiatową demokrację.   
 
Wracając do tekstu, pan Maciej skarży się w nim między innymi na to, że na łamach „Nowin” przypuściłem na niego „nagonkę medialną” w temacie lekcji religii Kościoła Bożego w Chrystusie – sprawa wciąż jest niezałatwiona, a ciągnie się od końca kwietnia tego roku. Rzeczywiście, na łamach naszej gazety pojawiły się trzy artykuły (najczęściej nie mojego autorstwa, ale to nie ma najmniejszego znaczenia), w których ustami pastora Andrzeja Krajki przedstawiane były racje Kościoła Bożego w Chrystusie w tej sprawie. Cokolwiek by o tych tekstach napisać, na pewno nie miały one nic wspólnego z „nagonką medialną”. Przy tej okazji mała dygresja, na którą kto jak kto, ale piszący ten tekst może sobie śmiało pozwolić: Co szanowny starosta może wiedzieć o „nagonkach medialnych”? Hola, hola, panie Macieju! Kilka tekstów, w których przedstawione zostało stanowisko strony przeciwnej, która nie zgadza się ze sztucznym oporem i bezsensowną zwłoką starosty Sonika w sprawie religii, spowodowało, że Sonik już „płacze”, że stał się ofiarą „nagonki medialnej”? Czy to nie lekka przesada?
 
Tekst pana starosty na fejsbuku był umieszczony po to, aby uzyskać określony efekt. Niestety, hejt wielbicieli pana Macieja pod moim adresem na pewno go rozczarował. Maciej Sonik i jego coraz mniej liczni klakierzy, od wielu lat bowiem prowadzą walkę z moją osobą i środowiskiem, które reprezentuję. Niestety dla pana Macieja, coraz mniej osób „kupuje” retorykę w stylu: „ktoś jest zły, bo ma inny światopogląd niż ja”. Polacy rozjechali się po świecie, zakosztowali prawdziwej wolności i pluralizmu, również wyznaniowego, Zachodu i coraz mniejsze ma dla nich znaczenie to, czy ktoś jest katolikiem, katolikiem w świetle fleszy, protestantem czy ateistą. Ważne co robi i czy potrafi współpracować dla dobra wspólnego z każdym, nawet tym, kto bardzo się od niego różni. 
 
Owszem, niektóre wpisy pod „fejsbukowymi lamentacjami” Sonika wzbudzają uśmiech, inne politowanie. Ale to jest całkowicie zrozumiałe. Pan starosta pełni bardzo ważną funkcję, dużo może, więc wiele osób chce zwrócić na siebie jego uwagę, zaskarbić sobie trochę jego starościńskiej łaski. Przykład? Ostatnio jeden pan umieścił swoją opinię, dla odmiany na redakcyjnym fejsbuku „Nowin”. Niestety, w bardzo brzydki sposób (mam nadzieję, że teraz się tego wstydzi) szydził on z mojej osoby, mojej pracy i „Nowin”. Zastanawiałem się skąd u kogoś, kogo nie znam i komu nic złego nie zrobiłem, może być tyle jadu. Moje wątpliwości rozwiał jeden z redakcyjnych kolegów, który stwierdził: „Przecież ten gość startował z listy Macieja Sonika podczas ostatnich wyborów samorządowych”. Ta informacja rozjaśniła mi całkowicie pogląd na tę sytuację. Rozumiem, że ktoś chce się przypodobać „szefowi”, bo na coś tam liczy, ale niech nigdy nie przekracza granic przyzwoitości, bo to się nie godzi. 
 
Ciągnąc temat środowiska starosty Sonika, u niektórych tych osób daje się odczuć ogromne zmęczenie i frustrację. Trudno się dziwić. Obcowanie z człowiekiem, który zawsze ma rację, może być wykańczające. Maciej Sonik bowiem, szczególnie w obecnej kadencji, coraz częściej ociera się o nieomylność. A to bardzo niebezpieczne i komiczne zarazem. Kilka wrażliwszych osób wprost (choć nie werbalnie jeszcze) zaczyna już sygnalizować, że mają dosyć, że wymiękają, że już nie dają rady. Ludzie z otoczenia starosty to przecież bardzo często (choć nie zawsze) inteligentne i samodzielnie myślące osoby, które przecież swoje widzą, słyszą i rozumieją, jednak, póki co, nie odzywają się ze strachu, albo z wygodnictwa, lub z przekonania, że dobrze jest jak jest (dla nich). To było widać szczególnie właśnie na wspominanej przeze mnie sesji. 
 
Całej tej wciąż nie załatwionej sprawie z religią KBwCh radni powiatowi poświęcili dwie godziny i podjęli spodziewaną decyzję, uznając skargę Kościoła Bożego w Chrystusie za bezzasadną. Na sesji, na prośbę radnego Mariusza Pieszkały i przewodniczącego Józefa Bukowińskiego, zabrałem w sprawie głos, choć to nie ja podpisałem się pod skargą. Skandalem jest to, że ani na komisję, która rozpatrywała skargę, ani na sesję, nie zaproszono skarżącego. Czyżby inni radni powiatowi, wzorem starosty Macieja, również ocierali się o nieomylność i wszechwiedzę? Chyba jednak nie, bo okazało się, że radni mieli sporo pytań i wątpliwości, a dyskusja z moim udziałem trwała bardzo długo. Dlaczego więc nie zaprosili autora skargi? Czy to może nowe zachowanie wykreowane przez niespotykane nigdzie indziej standardy demokracji a la starosta Sonik – słuchamy tylko jednej strony?  
 
Choć zabrałem głos w sprawie tylko i wyłącznie na prośbę wymienionych radnych i, w mojej ocenie, dla dobra całej sprawy, Maciej Sonik, już po przegłosowaniu bezzasadności skargi kościoła, którego jestem pastorem, na sesji, a później na fejsbuku zaatakował mnie w związku z wcześniejszymi publikacjami prasowymi (?!). Swoim atakiem Maciej Sonik łączy obie sprawy - blokowanie od prawie pół roku lekcji religii legalnie działającego kościoła, z publikacjami prasowymi, ukazującymi się w gazecie, nad którą Sonik nie ma żadnej kontroli. Czyżby Maciej Sonik mścił się na mnie za to, że piszę w „Nowinach” czasami krytyczną prawdę na jego temat i blokuje lekcje religii dla kilkunastu młodych ludzi? Jeśli tak, to nikomu normalnemu nie powinno się to zmieścić w głowie. 
 
Kończąc, chcę oświadczyć, że starosta Maciej Sonik jest ostatnią, no, może przedostatnią osobą w powiecie krapkowickim, która powinna wypowiadać się na temat standardów dziennikarstwa, wolności słowa i wolnych mediów. Nikt w historii powiatu krapkowickiego nie zaszkodził tak wolnym mediom w powiecie, jak Maciej Sonik, który za publiczne pieniądze kupuje sobie ich przychylność i bezkrytycyzm. Jego wypowiedzi w tym temacie nie traktuję jako poważnych, jednocześnie chcę zapewnić Czytelników, że nadal będziemy informować opinię publiczną o kierunku, w którym zmierza starosta Maciej Sonik i jego środowisko. Dla dobra społeczności powiatu krapkowickiego mamy nadzieję, że nie jest to ślepy zaułek.
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Komentarze

Panie redaktorze przypominam że jeszcze niedawno startował pan z listy sonika

Panie Romanie pełny podziw za przyznanie się do błędu. jest pan bardzo szanowana osobą. Mam jeszcze jedno pytanie. Proszę wytłumaczyć swoim przeciwnikom, ze pastorem jest pan zupełnie legalnie.

Dodaj komentarz