Londyn

środa, 22 Czerwiec, 2016 - 06:00
Felieton naczelnego • Jest nieobliczalny, egoistyczny i kosmopolityczny. Wciąż jakby w ogromnym pośpiechu, jakby w nieustannym chaosie i ciągłym rozwoju. Londyn na nikogo się nie ogląda i z nikim się nie liczy. Jest jak państwo w państwie - niezależne, samodzielne i samowystarczalne. To cała Anglia, cała Wielka Brytania, cały świat patrzą na Londyn, a nie odwrotnie. To miasto nie tylko na Wyspach czy w Europie jest prawdziwym hegemonem, który wyznacza mody, trendy i kierunki. Choć mieszkać w Londynie to skazywać się na wiele wyrzeczeń, to po londyńczykach widać, że są dumni z tego, że są właśnie stąd. To miasto ma swoją wielką historię, zasłużonych mieszkańców i sławne miejsca, o których słyszał cały świat i pewnie dlatego ludzie zewsząd porzucają swoje spokojne wioski i miasteczka, i decydują się związać swój los z miejscem pełnym hałasu, spalin i niedogodności. To miasto - monstrum wysysa z ludzi energię życiową jak jakiś wampir, jednak codzienne obcowanie z jego wielkością, dla wielu okazuje się pokusą nie do przezwyciężenia.
   
Londyn jest jak „polis XXI wieku”. Tyle tylko, że to współczesne „polis” od jego greckich poprzedników, sprzed ponad dwóch tysięcy lat, różni niespotykana różnorodność, o której w starożytnej Grecji nie mogło być mowy. W tym kilkunastomilionowym mieście mieszkają ludzie, którzy wywodzą się praktycznie ze wszystkich narodów, kultur, języków i religii świata. Tym co ich łączy jest właśnie owa „londyńskość”. Tu nie jest ważne, jaki masz kolor skóry, jaką religię wyznajesz, lub jakie masz za sobą sukcesy, bądź porażki. Na londyńskiej ulicy jak na starożytnej agorze wszyscy są równi, nawet niezależnie od ilości posiadanych pieniędzy czy dóbr. Tu każdy czuje się tak samo ważny. Ale tylko londyńska ulica zapewnia to nonszalanckie i złudne przecież poczucie równości, bo wszędzie indziej, jak nigdzie indziej, tym, co dzieli ludzi na równych i równiejszych jest funt szterling z podobizną królowej. Ekskluzywne miejsca w Londynie aż nadto rzucają się w oczy, zarezerwowane tylko dla tych, którzy mają na koncie sumy z co najmniej sześcioma zerami, podobnie jak miejsca biedy, beznadziei i osamotnienia zajmowane przez tych, którym w życiu się nie udało, którym nie ziścił się londyński sen...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz