Nie możemy się go bać

piątek, 15 Wrzesień, 2017 - 09:05

Felieton Naczelnego. Jestem chyba największym entuzjastą partnerstwa krapkowicko-gogolińskiego w powiecie. O potrzebie bliższej współpracy obu miast trąbię od wielu lat. Przecież nie da się oddzielić Krapkowic-Otmętu od Gogolina-Karłubca. Na przykład w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci kilkudziesięciu moich znajomych kupiło domy, działki, wybudowało się w Gogolinie. Bardzo często jestem w miasteczku Karolinki i często również goszczę krapkowickich gogolinian u siebie. Oba nasze miasta łączą więzi, które łączą przecież po prostu mieszkańców Krapkowic i Gogolina. To tu – w obu tych miejscowościach - mieszka wielu członków naszych rodzin, przyjaciół, znajomych. Krapkowiczan i Gogolinian łączą nie tylko więzi familijne czy towarzyskie, ale także powiązania biznesowe. Ludzie stąd pracują tam, a ludzie stamtąd są zatrudnieni u nas. Co jeszcze nas łączy? Właściwie wszystko, wspólna historia, kultura, powiatowa administracja, sport, edukacja i tak dalej i tym podobne. Choćbyśmy więc bardzo chcieli funkcjonować w pojedynkę, to już się nie uda. Po prostu sami nie mamy żadnych szans.

 

Nie tylko z wielkim entuzjazmem, ale i zainteresowaniem obserwuję ostatnie poczynania burmistrzów obu miast co do zbliżenia krapkowicko-gogolińskiego. Nie było błysków fleszy, zainteresowania wojewódzkich mediów podpisaniem umowy o współpracy krapkowicko-gogolińskiej jakie odbyło się kilka tygodni temu. I bardzo dobrze robienie wokół tej pożytecznej inicjatywy szumu przez media, które szukają jedynie sensacji mogłoby jej jedynie zaszkodzić. Burmistrzowie podpisali co trzeba jednak na podpisach się nie skończyło. W minioną środę (6.09) odbyło się robocze acz historyczne spotkanie obu rad miejskich. Byłem ciekawy jak będą zachowywać się, szczególnie krapkowiccy radni i powiem szczerze, że byłem mile zaskoczony. Pomijam oczywiście prymitywną aluzję uczynioną przez jednego z krapkowickich radnych (ze względu na miłosierdzie nie wspomnę jego imienia i nazwiska) w kierunku naszej gazety i próbę odwrócenia uwagi od meritum rzeczy, ale na szczęście próba ta została całkowicie i przez wszystkich zignorowana.

 

Pomijam również niektóre złośliwe uwagi innych krapkowickich radnych względem burmistrza Andrzeja Kasiury, który nawet stwierdził, że jak ktoś mu chce dokuczyć to porównuje Krapkowice z Gogolinem. Jednak tu burmistrz Kasiura musi uderzyć się w piersi i obiektywnie stwierdzić, że jeśli nie poprawi pewnych rzeczy w funkcjonowaniu generalnie całego krapkowickiego samorządu będzie musiał znosić owe dręczenie go gogolińskim przykładem. Pewnie mieszkańcy Krapkowic nie mieliby nic przeciwko temu aby Kasiura poszedł gogolińskim śladem w takich tematach jak: skuteczność w pozyskiwaniu nowych inwestorów...

To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie

Dodaj komentarz