Nienormalnie, czyli emocjonalnie

wtorek, 27 Listopad, 2018 - 10:55

Felieton naczelnego • Jeszcze kilkanaście dni temu nazwisko 38-letniego Wojciecha Kałuży z Żor nikomu nic nie mówiło. Dziś w całej Polsce niektórzy, mówiąc o Kałuży, używają różnych brzydkich i niecenzuralnych sformułowań, takich (wymienię tylko te najdelikatniejsze, żeby nikt nie poczuł się urażony) - „zdrajca”, „świnia”, i ze śląska swojsko brzmiące słowo „ciul”. W Internecie w kontekście wspomnianego Kałuży pojawiają się oskarżenia, różnego rodzaju szyderstwa i wpisy typu: „Od teraz będziemy obserwowali ciebie i całą twoją rodzinę”. Na rynku w Żorach, rodzinnym mieście pana Kałuży, niektórzy jego mieszkańcy protestowali i przepraszali za Kałużę całą Polskę i wszystkich Polaków. Co takiego zrobił Wojciech Kałuża, że trąbił o nim cały kraj?

Okazuje się, że jak to u nas, zrobił niewiele. Pan Wojtek po prostu wystartował w niedawnych wyborach samorządowych z listy Koalicji Obywatelskiej (PO plus Nowoczesna) do Sejmiku Województwa Śląskiego w okręgu nr 3 (Żory-Rybnik-Wodzisław-Jastrzębie). Kałuża wystartował w wyborach jako „jedynka” listy KO i otrzymał aż 25 109 głosów poparcia, stając się radnym wojewódzkim. Jednak na Górnym Śląsku jego komitet przegrał z PiS. W 45-osobowym Sejmiku koalicji przypadło bowiem „tylko” 20 mandatów, a PiS-owi „aż” 22. Wiadomo było, że aby na Śląsku rządzić, trzeba mieć bezwzględną większość, czyli 23 mandaty. KO teoretycznie je miała, wchodząc w koalicję z SLD (dwa mandaty) i PSL (jeden mandat), ale jak się później okazało, PiS ją przechytrzył.

W wyniku kuluarowych rozmów radny Kałuża z Koalicji Obywatelskiej zdecydował, że jego partią jest Śląsk i że wchodzi w koalicję z PiS-em - dla dobra Śląska, rzecz jasna. Kałuża został wicemarszałkiem, no i się zaczęło to wszystko, o czym pisałem wcześniej, a nawet jeszcze więcej. Politycy i dziennikarze zaczęli prześcigać się w tym, kto w sposób najbardziej oryginalny obrazi, teraz już pisowskiego, wicemarszałka Kałużę. Chyba najdalej poszedł były minister kultury w rządzie Platformy Obywatelskiej Bogdan Zdrojewski, który na swoim profilu napisał, że za to, co zrobił radny Kałuża, „zamiast na fotel wicemarszałka powinien trafić do pierdla.
Przecież za oszukanie jednej osoby można mieć kłopot z prawem, a co dopiero za zrobienie w bambuko kilkadziesiąt tysięcy!!!”.

Negatywnie oceniam zachowanie radnego Kałuży. Uważam bowiem, że lojalność i swoista wierność środowisku, z którego ktoś na przykład startuje w wyborach, są bardzo pozytywnymi wartościami i to, co ktoś z nimi robi, bardzo dużo mówi o człowieku. Przecież chyba dla każdego z nas wierność, lojalność, świadomość tego, że jesteśmy drużyną na dobre i na złe, znaczy więcej niż zdrada, egoizm czy prywata. Co do tego nikt nie ma chyba wątpliwości, ale jeśliby podejść do takich zachowań jak eksminister Bogdan, to więzienia zapełniłyby się setkami tysięcy ludzi z bardzo różnych grup i partii politycznych, którzy z jakichś tam znanych im powodów zdecydowali się na tego typu „zdradzieckie transfery”. Niestety, tak było, jest i będzie i dotyczy to każdego środowiska, bo w każdym środowisku znajdzie się ktoś taki, kto swój prywatny interes postawi nad wszystko inne.

Myślę jednak, że zwykli Górnoślązacy na transferze Kałuży do PiS tylko zyskają. Przecież po takiej aferze rząd PiS będzie tym bardziej wspierał pieniędzmi z budżetu państwa infrastrukturalne pomysły Górnoślązaków. Śląsk nadal będzie się rozwijał i sobie poradzi, województwo się nie zawali, Sejmik będzie funkcjonował, marszałkowie też. A jeśli jest jakaś sprawiedliwość dziejowa, a myślę, że jest, to wszystko wróci, tyle tylko, że w drugą stronę. Bo jeśli Koalicja Obywatelska ma naprawdę tak dobry pomysł na Górny Śląsk, to myślę, że wygra wybory w 2023 roku i będzie mogła go zrealizować, a województwo śląskie nie będzie wówczas w ruinie po rządach Kałuży i jego nowych kolegów z PiS.

W sprawie Kałuży martwi mnie co innego – mega chore upolitycznienie życia publicznego w Polsce. Martwią mnie dwubiegunowość i polaryzacja polskiej sceny politycznej. Martwią mnie emocjonalne, skrajnie chore, paniczne wręcz reakcje ludzi, ich nienawiść, z jaką odnoszą się do swoich adwersarzy (niezależnie, czy to jest PO, czy PiS). Martwi mnie to, że poziom debaty sięgnął dna, bo dziś nie dyskutuje się normalnie, czyli na argumenty, na merytoryczne wizje dla kraju, województwa, powiatu czy gminy, tylko na emocje, które są jak puste kalorie - niczego pożytecznego nie dają. Martwi mnie to, że zwykli ludzie w wyborach wcale nie głosują na ludzi, na wartości, które wyznają, na dokonania, na styl życia, tylko na partyjne szyldy czy nazwiska, które są po prostu tylko znane. Chora wojna polsko-polska ogarnęła już nie tylko Warszawę, ale i Katowice, Opole, Krapkowice i rozpala tak zwanych ludzi do czerwoności. Ten jałowy konflikt coraz bardziej ogłupia i manipuluje społeczeństwem, które nie wie za bardzo dlaczego, ale coraz bardziej kipi od skrajnych emocji. Jeśli te emocje wymkną się spod kontroli, czeka nas chaos, a potem upadek.

 

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz