Nowa historia Polski

wtorek, 1 Marzec, 2016 - 14:15
Felieton naczelnego • Wygląda na to, że najnowszą polską historię będą pisać ormowcy (Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej), esbecy (Służba Bezpieczeństwa PRL) i socjalistyczni baronowie  (sekretarze Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej). Jako naród mamy w tym pisaniu już sporą tradycję, gdyż wcześniejsze dzieje naszego kraju znane są szerszej publiczności nie z autentycznych źródeł historycznych czy spisanych relacji naocznych świadków, ale z pięknych i pasjonujących skądinąd powieści Henryka Sienkiewicza. Nasz wielki pisarz, owszem, opierał swoje historie na faktach, ale większość przedstawionych przez niego wydarzeń, to efekt jego fantazji. Tymczasem Polacy wierzą w bajki Sienkiewicza i uznają je za prawdę historyczną. Nikt nie zada sobie trudu, aby na przykład sprawdzić, jakie naprawdę znaczenie miała słynna „obrona Częstochowy”, jakie rzeczywiście siły szwedzkie były zaangażowane w zdobycie klasztoru oraz jakie znaczenie dla wyniku wojny polsko-szwedzkiej miały działania wojenne toczone pod Jasną Górą. 
 
Nie bronię Lecha Wałęsy, bo o nim chcę pisać. Uważam, że trochę na własne życzenie spowodował obecną trudną dla siebie sytuację. Sam Wałęsa i jego zwolennicy, szczególnie przez ostatnie lata, budowali pomnikowy wręcz wizerunek pierwszego przewodniczącego NSZZ „Solidarność” i pierwszego prezydenta III Rzeczpospolitej. Tymczasem Wałęsa, paradując ze świętym obrazkiem w klapie, plotąc trzy po trzy w stylu, że będzie musiał znowu poprowadzić ludzi w buncie przeciwko władzy, robiąc sobie zdjęcia z obrazami Jana Pawła II z jednej strony i Józefa Piłsudskiego z drugiej, zamiast monumentalnym stawał się groteskowym. Dodatkowo jeszcze Wałęsa publicznie kłamał, że nigdy nie współpracował ze Służbami Bezpieczeństwa PRL. Z czasem udowodniono mu taką współpracę, którą miał prowadzić w latach 70. minionego wieku. W tym czasie środowiska opozycyjne były bardzo słabe, natomiast socjalizm rozkwitał. Służby Bezpieczeństwa PRL inwigilowały środowiska opozycyjne, a każdy aktywny opozycjonista miał swoją „teczkę” i swojego opiekuna. Oba te światy przenikały i zazębiały się. Tylko laik może uważać, że było inaczej. To była swoista gra słabej opozycji walczącej o przetrwanie z aparatem represji i inwigilacji, za którym stało całe państwo...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Komentarze

Panie redaktorze! Nareszcie dobry artykuł,po kilku tygodniach ,,posuchy".

Dodaj komentarz