Piękna nasza Polska (nie)cała

wtorek, 22 Sierpień, 2017 - 13:10
Felieton naczelnego • Kiedy, szczególnie w wakacje, podróżuję po Polsce, dopada mnie swoistego rodzaju chandra. Widzę  jak bardzo zmienił się nasz kraj. Jestem z tego szczęśliwego pokolenia, które jeszcze pamięta ostatnie lata komuny i wszystko to co komuna nam zostawiła, ale było też świadkiem ogromnej zmiany, jaka zaszła w naszym kraju po 1989 roku. Na naszych oczach Polska dokonała dziejowego postępu, którego nie dokonała nigdy przedtem. Z kraju zacofanego zmieniła się w kraj, który może poszczycić się pięknymi miastami, imponującymi budowlami użyteczności publicznej, drogami, mostami, tunelami i tak dalej, i tym podobne. Od czasu transformacji ustrojowej do dziś produkt krajowy brutto na jednego Polaka wzrósł ponad siedmiokrotnie! To po prostu niebywałe, historyczne i w skali świata niespotykane. Myślę, że minione prawie trzy dekady wolności można porównać do dwudziestolecia międzywojennego, z tym, że wówczas Polska walczyła o zjednoczenie po latach zaborów i faktyczne przetrwanie wobec zagrożenia ze strony hitlerowskich Niemiec i stalinowskiego ZSRR, a dziś korzystając z przynależności do Wspólnoty Krajów Europy i lat pokoju rozwija się gospodarczo, infrastrukturalnie i intelektualnie. 
 
Ale kiedy czytam takie wiadomości, jak te poniżej, moja wspomniana wcześniej chandra tylko  potęguje się jeszcze bardziej. Zresztą sami przeczytajcie: „Koło Kłodzka powstaje najdłuższa estakada na Dolnym Śląsku ma prawie kilometr długości i będzie częścią obwodnicy Kłodzka. Cała trasa ma być gotowa w połowie 2018. To fragment drogi krajowej nr 33, który kosztować będzie ponad 197 000 000 złotych. W najwyższym punkcie obiekt ma 19 metrów wysokości, stoi na 21 podporach, a cała estakada zajmuje około 12 000 metrów kwadratowych czyli powierzchnię półtora boiska piłkarskiego. Estakada składa się z 20 przęseł, a każde przęsło waży 1,1 tony”. Albo informacja z nieco bliższego nam miasta: „W Opolu ma powstać trzypoziomowe skrzyżowanie przy dworcu wschodnim. Plan zakłada budowę tunelu pod ulicą Oleską oraz budowę estakady biegnącej nad tą ulicą. Będzie to największa inwestycja prowadzona w Opolu w ciągu najbliższych lat, skalą i kosztami przewyższy pierwszy etap budowy obwodnicy południowej Opola. Przygotowania do tego zadania trwały ponad dwa lata. Pierwsze roboty mają rozpocząć się z początkiem 2018 roku, a  inwestycja ma być zakończona w grudniu 2020. Całość ma kosztować 180 000 000 złotych z czego 112 000 000 złotych stanowi unijne dofinansowanie”. Tego typu informacji można by mnożyć w setki, a nawet w tysiące.
 
A ja nie potrafię obojętnie przejść wobec takich niusów, nie potrafię wzruszyć ramionami i stwierdzić z rozbrajającą naiwnością - tak jak niektórzy nasi samorządowcy, że gdzie indziej można, tylko nie u nas. Nie potrafię cynicznie wykorzystywać straconego czasu, jak niektórzy inni samorządowcy, aby „dowalić” swoim politycznym przeciwnikom w kolejnych kampaniach wyborczych. 
Dlatego ten tekst nie jest napisany przeciwko komukolwiek, jednak wszyscy ci, którzy mieli wpływ na kształt naszego powiatu, naszych miasteczek i wsi muszą bić się w piersi – nie wykorzystaliście państwo wszystkich szans na to, abyśmy optymalnie się rozwinęli. Właśnie dlatego z jednej strony cieszę się, że Polska nadrabia zaległości w tak dynamicznym i imponującym tempie, ale z drugiej strony dopada mnie wspomniana chandra i świadomość tego, że w moim mieście i w moim „powiecie w sercu Opolszczyzny”  nie wykorzystaliśmy należycie 28 lat wolnej Polski.  
 
Trafia mnie, kiedy jeżdżę po rynkowym bruku w Krapkowicach, tak jakbym jeździł po polnej, poniemieckiej drodze, po której wyprowadza się bydło na popas. Kiedy jeżdżę głównymi drogami wojewódzkimi miasta po dziurach, garbach i nierównych, wystających, bądź zapadniętych studzienkach kanalizacyjnych. Czy mam się cieszyć i być wdzięcznym, że po serii naszych  artykułów Zarząd Dróg Wojewódzkich w Opolu wyremontuje nam połowę ulicy Prudnickiej? Bynajmniej. Przecież za to w ZDW Opole ludzie biorą niezłe publiczne pieniądze, żeby jedna z najbardziej uczęszczanych dróg wojewódzkich była w normalnym stanie, a nie cała w dziurach. Mam się cieszyć z tego, że minęło w tym roku 20 lat od czasu wielkiej powodzi i władze miasta mają plan na to, aby zaadaptować most kolejowy na drogowy? Ludzie!? Przecież takie rzeczy powinny być załatwione już co najmniej 10 lat wcześniej. Z innej beczki: ale będzie wstyd dla krapkowickich elit, kiedy w Gogolinie kierowcy będą śmigali wiaduktem nad torami, a w Krapkowicach będą wciąż planować drugi most drogowy przez Odrę.   
 
Kiedy widzę marazm i obojętność na losy naszej małej Ojczyzny u większości mieszkańców mojego miasta i powiatu, kiedy widzę niektórych zadowolonych z siebie (a może raczej ze swoich wypłat), przekonanych o swojej wyjątkowości, i niestety dla nas wszystkich, boleśnie nieskutecznych samorządowców mam jednoznaczne odczucia i obawy. Czy czekają nas kolejne lata czy dziesięciolecia nie wykorzystanych szans? Czy wokoło będą powstawać inwestycje za setki milionów złotych z ponad 70-procentowym dofinansowaniem unijnym, a u nas wciąż będziemy toczyć walki i boje, aby ktoś załatał nam dziurę w asfalcie, bądź zainstalował latarnie na przejściu dla pieszych, na którym panują egipskie ciemności? Czy tym będziemy się chwalić w zbliżających się wyborach samorządowych? Czy z rzeczy, które gdzie indziej dzieją się z automatu, bo po prostu mają się dziać, bo to normalność i ludzie nie wyobrażają sobie, żeby to się nie działo, u nas będzie się robić sztandarowe inwestycje i spektakularne sukcesy władz? 
 
Ostatnio zastanawiałem się nad pozorami w życiu współczesnej Polski i Polaków. Choć w „Warszawce” przy ośmiorniczkach w nieistniejącej restauracji „U Sowy” mówi się o tym, że państwo polskie jest teoretyczne (pozorne) to to właśnie państwo ze wszystkimi szczeblami administracji rządowej i samorządowej ma na „sumieniu” wspomnianą przeze mnie ogromną modernizację Polski. Pewnie do wielu rzeczy też można się przyczepić, ale dokonany postęp Polski jest niepodważalny, Polska nie jest i nie była w ruinie, choć niektórzy jeszcze nie tak dawno temu tak twierdzili, a dziś po niecałych dwóch latach rządów podniecają się dobrym stanem naszego kraju. Niestety, w przypadku powiatu krapkowickiego naprawdę trudno wskazać na coś co zostało u nas zrobione ponad to, co bez łaski zrobione być powinno. Właśnie dlatego już niebawem czeka nas pozorna kampania wyborcza, wypełniona pozornymi sukcesami niektórych naszych powiatowych i gminnych „władców”, którzy tylko pozornie pełnią swój urząd dla naszego wspólnego dobra.
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz