Pochodź w cudzych butach

wtorek, 22 Marzec, 2016 - 14:30
Felieton naczelnego • Fajnie jest, kiedy można porozmawiać sobie z ludźmi nie tylko o pogodzie czy polityce, ale także „pozahaczać” nieco ważniejsze tematy. Rozmowy, które mam na myśli, nie są jedynie luźną akademicką paplaniną czy poważną dyskusją na tematy ważne, ale bardzo często są rozmowami trudnymi, pełnymi emocji, podczas których ścierają się różne punkty widzenia, różne interesy. Takie rozmowy można porównać do przedświątecznych porządków, kiedy to ze ścierką czy odkurzaczem dociera się do miejsc, do których zwykle w ciągu roku nie dociera się w ogóle albo rzadko. 
 
Fajnie jest rozmawiać z ludźmi, bo ludzie generalnie są fajni. Nie chcę wchodzić w jakiś patetyczny ton, ale to przecież prawda. Kiedy spojrzymy na ludzi, pomijając różnego rodzaju wariatów, frustratów, psychopatów, cwaniaczków i chamów, wówczas jawi nam się świetlany obraz fajnej ludzkości. W tym miejscu może należałoby zacytować byłego prezydenckiego ministra Marka Siwca, który podczas pierwszej lub drugiej kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego powiedział o Kwaśniewskim, że jest człowiekiem, który kocha ludzi. Myślę, że to było koniunkturalne i nieprawdziwe stwierdzenie, ale ludzie w nie uwierzyli i Kwaśniewski prezydentem został. Przy okazji kolejnych wyborów zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych poszczególni kandydaci wykorzystywali chwytliwe hasło Siwca o Kwaśniewskim i  wyznawali różne miłości. Jedni kochali na zabój Polskę, a inni namiętnie Krapkowice, a jeszcze inni inne nazwy geograficzne. Podobnie jak przy „Kwachu”, tak i przy kolejnych wyznaniach miłości z prawdziwą miłością nie miały one nic wspólnego, był to ot tak rzucony chwytliwy slogan na zasadzie: „skoro ciemny lud to kiedyś kupił, kupi i teraz”.   Jednak jakby tego nie obśmiewać i się nie wyzłośliwiać, uczciwie stwierdzić trzeba, że hasła te prowadzą we właściwym kierunku – w kierunku miłości.
 
Dzisiaj jednak ludzie z miłością mają problem. Coraz trudniej im kochać bliźnich niezależnie od tego, jak bliskimi są oni osobami. Kiedy mąż przestaje kochać żonę (lub odwrotnie) i po sześciu miesiącach związku małżeńskiego młodzi biorą rozwód, bo oboje stwierdzają, że ich miłość była pomyłką, można się z tym jeszcze jakoś pogodzić. Gorzej kiedy rozpadają się małżeństwa z 30 lub 40-letnim stażem. Tu trudno o zaakceptowanie wariantu z pomyłką lub nietrafionym wyborem. A co, kiedy rozpadają się wieloletnie przyjaźnie? Co z dziećmi, które nie kontaktują się latami ze swoimi rodzicami? Co z nienawidzącymi się sąsiadami? Jak wybrnąć z takiej patowej relacji?...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz