Polska jak drzwi z plastrem pszczelim

środa, 25 Czerwiec, 2014 - 08:00
Felieton naczelnego • Zarwałem nockę przed Bożym Ciałem, bo siedziałem do północy przed telewizorem. TVP Info relacjonowało właśnie „na żywo” wydarzenie z redakcji tygodnika „Wprost”. Z jednej strony, im dłużej trwała relacja, tym bardziej udzielały mi się emocje uczestników tamtego wydarzenia. Z drugiej gdzieś podświadomie irytowała mnie jego niesamowita sztuczność, którą uświadomiłem sobie z czasem. Około północy wszystko wydawało mi się po prostu groteskowe, sytuacja niby była dramatyczna, ale także przekomiczna. Z czasem miałem wrażenie jakbym oglądał jakiś chocholi taniec, maskaradę, spektakl albo nieśmieszny kabaret. Cała ta sytuacja była jak rozwalone drzwi do pokoju redaktora naczelnego tygodnika „Wprost” niby drzwi, niby przegroda, niby solidne, niby mają chronić, ale tak naprawdę to dykta z wkładką z tektury tak zwanym plastrem pszczelim, które można rozwalić mocniejszym kopnięciem. 
 
Groteskowa była obsada tego spektaklu, w którym o dziwo główną rolę zagrali dwaj politycy. Mowa o zapamiętałym lewaku, byłym pośle, obrońcy warszawskich skłotów Piotrze Ikonowiczu oraz zagorzałym prawicowcu, liderze stowarzyszenia „Republikanie” i obecnym pośle Przemysławie Wiplerze. Obu różni dosłownie wszystko, ale obaj zgodnie przyczaili się pod drzwiami i zrobili z poważnych agentów poważnej ABW idiotów. „To ja. To ja” szeptał pod zamkniętymi drzwiami Ikonowicz, a agent z wnętrza gabinetu naczelnego uchylił naiwnie drzwi. W tej chwili cała sytuacja po prostu wymknęła się spod kontroli. Dziennikarze ruszyli do szturmu praktycznie tratując maruderów, którzy w świetle kamer strofowali swoich kolegów, żeby uważali na sprzęt, znaczy się foto aparaty i kamery. A w środku gabinetu? W środku skrył się gdzieś w kącie naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski, z błędnym wzrokiem i miną zwiastującą nadchodzący płacz ściskał laptopa jak małe dziecko swojego misia. Wokoło niego stali milczący agenci i prokuratorzy. Było z 15 chłopa, którzy przyszli po laptopa i pendrajwa i jeden mikry redaktorzyna?! To co oglądałem, było po prostu niewiarygodne.  
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz