Polska Kolonia Amerykańska

środa, 11 Czerwiec, 2014 - 08:00

Felieton naczelnego • Męczyłem się oglądając wizytę Baraka Obamy w Polsce. To co działo się podczas tych kilkudziesięciu godzin w polskich mediach relacjonujących to wydarzenie przypominało mi retorykę i podejście rodem z minionej epoki. Choć było to umiejętnie skrywane, większości komentarzy towarzyszył ton wasalnej uległości, połączonej z czołobitnością w najgorszym wydaniu. Informacja, jaką usłyszałem 3 czerwca w głównym wydaniu wieczornych wiadomości uświadomiła mi dodatkowo, że albo dziennikarze publicznej telewizji mają widzów za ćwierćinteligentów, albo poziom dziennikarstwa sięgnął warszawskiego trotuaru. Pani zapowiadała wiekopomne wydarzenie, jakim miało być wystąpienie ogólnoświatowego lidera z Ameryki na Placu Zamkowym przed Zamkiem Królewskim, a pod Kolumną Króla Zygmunta z biało-czerwonym szalikiem (kilka dni wcześniej król odziany był w szalik o barwach Legii Warszawa). Komentatorka zastanawiała się, co powie prezydent USA, czy właściwie i należycie doceni Polskę, Polaków, polski wkład w obalenie komunizmu. Z jej podniosłego tonu można było wyczytać troskę o to czy Barak Obama odrobi lekcję i zapozna się z historią sprzed 25 lat w kraju nad Wisłą i Odrą. Owa troska była w pełni uzasadniona, gdyż wcześniej koledzy dziennikarki z Placu Zamkowego w warszawskim studio telewizyjnym nie kryli żalu z tego powodu, że w pierwszym dniu pobytu pana Baraka więcej uwagi poświęcał on Ukrainie i prezydentowi Poroszence, niż Polsce i prezydentom Komorowskiemu i Wałęsie razem wziętych. Na zakończenie owego komentarza na żywo z Placu Zamkowego dziennikarka zaprosiła wszystkich warszawiaków i Polaków na spotkanie z prezydentem Obamą, który zza szyby przemówi do narodu, zaproszenie, parafrazując, było mniej więcej takie: „Wszyscy mogą posłuchać amerykańskiego prezydenta, wystarczy wziąć ze sobą tylko dowód osobisty. Nie można zabierać na spotkanie z prezydentem Obamą ostrych narzędzi i broni palnej!?”.    

 

To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz