Przebaczyć Niemcom i Rosjanom

środa, 9 Sierpień, 2017 - 06:30
Felieton naczelnego • O tym, że sztuka współpracy jest trudniejsza niż nam się wydaje, przekonuje ostatni polityczny spór dotyczący planowanych przez rząd reform systemu sądowniczego w Polsce. Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale obserwując ten spór wyraźnie widać, że Polakom znacznie łatwiej wychodzi spierać się i kłócić, protestować, obrzucać się inwektywami, obrażać się i manipulować niż konstruktywnie współpracować. Zresztą nie tylko przykłady z Warszawy przekonują nas o tym. Wystarczy tylko spojrzeć na nasze powiatowe podwórko, na którym współpraca pomiędzy poszczególnymi gminami wygląda albo iluzorycznie, albo wynika z konieczności związanej z realizacją jakiegoś zadania.
 
Organem, który ze swojego ustawowego założenia miał jednoczyć małe i słabe gminy jest powiat. Samorząd powiatowy miał właśnie być od tego, aby niezawisłe i niezależne gminy jednoczyły się pod powiatowym parasolem i wspólnie działały dla dobra swoich mieszkańców. Niestety, począwszy od pierwszego starosty Joachima Czernka, poprzez osiem lat rządów Alberta Machy współpraca szła jak po grudzie. Obaj mniejszościowi starostowie nie potrafili zjednoczyć mniejszościowych burmistrzów i wójtów z pięciu gmin  do zrobienia czegoś wspólnie. Jednak najwięcej o potrzebie współpracy pomiędzy gminami i powiatem mówiło się podczas tej kończącej się na szczęście kadencji Rady Powiatu Krapkowickiego. Niestety zarówno podczas czterech pierwszych lat swoich rządów jak i przez trzy ostatnie lata starosta Maciej Sonik udowodnił, że nie potrafi współpracować nie tylko z gminnymi samorządami, ale nie potrafi współpracować ogólnie.
 
Jeśli za Czernka i Machy współpraca w ramach powiatu i z powiatem wyglądała źle, to za czasów Sonika ten aspekt działalności powiatu krapkowickiego to jakiś dramat, a może bardziej komedia. Dlatego z tak wielkim entuzjazmem przyjąłem niedawną inicjatywę krapkowicko-gogolińskiej współpracy. Ewidentnie widać, że ktoś nareszcie poszedł po rozum do głowy i zainicjował międzysąsiedzki dialog, który już za kilkanaście, a może i za kilka lat będzie po prostu koniecznością. Nie trudno zauważyć, że inicjatywa wyszła z miasta Karolinki i Karlika. Burmistrz Joachim Wojtala postanowił zaryzykować i otworzył swój dostatni i świetnie zorganizowany gogoliński świat swojemu krapkowickiemu sąsiadowi, któremu (oględnie mówiąc) tak dobrze nie idzie...
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz