Symulatorzy

środa, 10 luty, 2016 - 06:00
Felieton naczelnego • Są wszędzie i byli zawsze. Występują powszechnie niezależnie od koloru skóry, wyznania, pochodzenia i profesji. Jednak im wyższy status ma dana grupa społeczna tym istnieje większe ryzyko, że natkniemy się na pełnego perfidii symulatora. W ostatnich latach nastąpił ich prawdziwy wysyp szczególnie w polskiej polityce. Generalnie do symulatorów Polacy chyba mają pecha. Polscy symulatorzy świetnie potrafią odnajdywać się w polskiej rzeczywistości, robiąc u nas oszałamiające wręcz kariery. Symulatorzy to ludzie, którzy nie tylko świetnie potrafią udawać, a przy tym wskazywać na siebie, ale także robić coś kosztem innych myśląc tylko wyłącznie o sobie, a przy tym symulować poświęcenie i zapracowanie dla dobra ogółu. Symulatorzy to także mistrzowie intryg, układów, układzików, wzajemnych powiązań i zobowiązań. Słowa, których można zamiennie używać zamiast wyrażenia symulator, to obłudnik, faryzeusz, cynik, udawacz, hipokryta, krętacz, lawirant, pozorant, oszust, manipulator.    
 
Symulatorzy od dobrej roboty
Pełno ich w Sejmie, Senacie, przeróżnych ministerstwach, państwowych funduszach, rządowych agencjach, radach nadzorczych państwowych spółek, w samorządach, urzędach wojewódzkich i marszałkowskich. Symulatorzy przemądrzają się z sejmowych i powiatowych oraz gminnych mównic, nauczając innych o dobrej, rzetelnej pracy dla dobra ogółu, opowiadając o poświęceniu i oddaniu. A tak naprawdę nie wiedzą co zrobić z czasem wolnym podczas pracy i czym się zająć, aby zwalczyć nudę ośmiu godzin. Wobec pracowników i podwładnych niezwykle surowi, wobec siebie wyrozumiali i łagodni. Symulatorzy używają wielkich słów o reformach, o „dobrej zmianie”, ale sami zajmują się rzeczami zupełnie niepotrzebnymi. Przykład krajowy: zamiast zająć się reformowaniem wymiaru sprawiedliwości, który jest nie tylko niewydolny i niesprawiedliwy, ale także pełen niezrozumiałych przywilejów oraz zasad, zajmują się anonimami, które wygłaszają z sejmowej mównicy lub rejestrem pedofilów. Ten ostatni temat na pewno jest ważny, ale czy aż tak aby wziąć go na pierwszy ogień i uczynić zeń sztandarowe zamierzenie nowej ekipy „dobrej zmiany”. Symulatorzy występują nie tylko w przestrzeni warszawskiej, ale także naszej przestrzeni – przestrzeni powiatu krapkowickiego. Przykład z terenu powiatu krapkowickiego: opowieści o dniach pracy naszych wysokich urzędników samorządowych, które rozpoczynają się o 11.00 lub 12.00 doszły i do redakcji „Nowin”. Czy lokalni symulatorzy nie przeginają, wymagając od swoich podwładnych meldowania się w pracy na 7.00 lub 7.30, kiedy to sami przychodzą na 12.00...?
 
 
To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz