Tusk wraca

wtorek, 20 Listopad, 2018 - 12:00

Felieton naczelnego • Zastanawiam się, jak najlepiej skomentować powrót Donalda Tuska do kraju, który choć jeszcze do Polski nie wrócił, ani nawet powrotu nie potwierdził, powoli zaczyna dominować na polskiej scenie politycznej. I nic mądrzejszego, ani nic bardziej trafnego nie przychodzi mi do głowy, jak zdanie: „Stary lis zapowiada powrót, a cały kurnik już trzęsie się ze strachu”. Tak sobie myślę, że to zdecydowanie najtrafniejszy i najbardziej adekwatny komentarz tej sytuacji, o której od kilku tygodni opowiadają politycy i rozpisują się wszelkiego rodzaju media i to nie tylko polskie. Czyż Donalda Tuska nie można nazwać „starym lisem”? Albo czyż jest jakieś trafniejsze określenie polskiej sceny politycznej niż „kurnik”? No, może jeszcze całkiem trafnie odzwierciedlają to, co się u nas dzieje pojęcia: grajdołek, targowisko albo cyrk. No ale cóż, jakie społeczeństwo, taka scena polityczna...  

Niektórzy uważają, że przewodniczący Unii Europejskiej, po sześciu latach odbierania brukselskich szlifów, jest w stanie uratować nasz kraj przed PiS-em. Ja tak nie uważam. Po pierwsze dlatego, że Polski nie trzeba ratować przed jakąkolwiek partią polityczną, ale przed złodziejami, cwaniakami, dyletantami i łapówkarzami (patrz ostatnia afera z szefem Komisji Nadzoru Finansowego), a po drugie dlatego, mam obawy czy akurat Donald Tusk jest w stanie uratować kogokolwiek przed kimkolwiek, poza sobą. Przecież dotychczasowa jego kariera jest klasycznym przykładem tego, że pan Tusk najlepiej jest w stanie zadbać tylko o siebie (jak zdecydowana większość ludzi) oraz, że jest w stanie poświęcić każdego dla swojego dobra i postępu swojej kariery (jak zdecydowana większość ludzi). Skoro więc w swoich poczynaniach zachowuje się tak, jak zdecydowana większość ludzi, trudno upatrywać w nim kogoś wyjątkowego, kogoś, kto będzie jakimś mężem opatrznościowym – ratunkiem – zbawieniem dla całego narodu, bądź tylko tej jego części, która czuje się prześladowana przez aktualnie rządzących.
Oglądałem fragmenty przesłuchania Donalda Tuska przez komisję śledczą w sprawie Amber Gold i byłem zniesmaczony. Zniesmaczyła mnie zarówno jedna jak i druga strona tego przesłuchania (Tusk - niektórzy członkowie komisji) oraz totalna bezowocność, bezużyteczność i bezsens całego tego przedsięwzięcia, w którym ofiary oszusta z Gdańska wydawały się być najmniej ważne. Co mogło czuć około 18 tysięcy ludzi, którzy zainwestowali w tej piramidzie finansowej prawie 900 milionów złotych, oglądając ten żenujący spektakl? Bezsilność? Wściekłość? Frustrację? Trudno było wytrzymać kilka godzin tej telewizyjnej paplaniny, jak w przedszkolu wypełnionej apelami członków komisji do Tuska, żeby się nie denerwował i szanował kobiety, wymijającymi odpowiedziami świadka Tuska i wzajemnymi, kompletnie nic nie wnoszącymi do sprawy złośliwościami i przytykami. Skoro dla postronnych obserwatorów był to strasznie irytujący spektakl, to co mogli czuć bezpośrednio zainteresowani wynikami przesłuchania - ofiary Amber Gold?
Wcale bym się nie zdziwił, gdyby niektórzy z nich pod wpływem tego, co widzieli i słyszeli, w przypływie frustracji wyrzucili telewizory przez okno albo popadli w stan całkowitej beznadziei.    

O tym, że Tusk to wytrawny gracz, świadczy nie tylko sposób, w jaki „załatwił” członków komisji śledczej w sprawie Amber Gold, którzy prezentowali się przy nim bardzo nieporadnie i wręcz niedojrzale, ale także cały ostatni pobyt byłego premiera w Polsce. Wystarczyło kilka dni i kilka wydarzeń (między innymi złożenie kwiatów w tłumie zwolenników pod pomnikiem Piłsudskiego, przemówienie o współczesnych bolszewikach na spotkaniu w Łodzi), aby były premier znalazł się ponownie na czołówkach polskich, europejskich i światowych mediów i na czele rankingu polskich polityków, których rodacy darzą największym zaufaniem. O Tusku znowu zaczęło się w kółko mówić, jako o bardzo poważnym kandydacie zjednoczonej opozycji na urząd prezydenta Polski oraz jako o kimś, kto jedynie jest w stanie zjednoczyć opozycję i poprowadzić ją do zwycięstwa w nadchodzących kolejnych wyborach europejskich, prezydenckich i parlamentarnych. O zgrozo, jakże mało u nas ludziom trzeba!?

Taka sytuacja świadczy jedynie o tym, jak bardzo uboga i słaba jest polska polityka i polskie elity. Polska od wielu lat bardzo cierpi z powodu braku prawdziwych autorytetów, ludzi za którymi idą nie tylko słowa, ale także dokonania, styl i sposób życia. Ta bieda dotyczy nie tylko Warszawy, symbolizującej centrum kraju, w którym powinno skupiać się to, co najlepsze, najświatlejsze, najbardziej moralne, ale i Opola czy Krapkowic (tu jako symbol prowincji). Z powrotu Donalda Tuska zapewne ucieszą się zwolennicy wyrachowanych dyskusji, odpowiedzi nie na temat, czy słownych manipulacji, gdyż zapewni on to wszystko rodzimej scenie na najwyższym europejskim poziomie. Dlatego uważam, że powrót przewodniczącego Tuska nie wpłynie w jakikolwiek sposób na poprawę stanu polskiej polityki ani nie przełoży się na podniesienie poziomu życia zwykłych obywateli, których symbolicznie reprezentują ofiary Amber Gold. Może więc rację ma młody, prawicowy działacz – uczestnik telewizyjnego show „Taniec z gwiazdami”, Krzysztof Bosak -  mówiąc, że może lepiej byłoby, żeby Donald Tusk został w Brukseli i już nigdy więcej nie zatruwał swoim cynizmem polskiej polityki?     

 

 

Autor: 
Roman Chmielewski

Komentarze

Po pracach komisji Jakiego są konkretne, namacalne wyniki. Miasto odzyskuje swój majątek, a lokatorzy święty spokój - mówiąc bardzo oględnie. Mam nadzieję, że w przypadku kmisji "od Amber Gold" będzie równie konkretnie.

Dodaj komentarz