Wszyscy dumni z Polski

wtorek, 13 Listopad, 2018 - 13:31

Felieton naczelnego • Trudno nie skomentować tego, co działo się wokół nas w ostatnich tygodniach, dniach, godzinach.
To wspaniale, że w tym czasie tak wielu ludzi zdecydowało się zamanifestować swoją miłość i swoje przywiązanie do Ojczyzny. Ćwierć miliona ludzi przeszło ulicami stolicy w Marszu Niepodległości, miliony brały udział w wielu mniejszych uroczystościach jubileuszowych, które miały miejsce nawet w maleńkich bardzo prowincjonalnych miejscowościach. Praktycznie każdy na jakiś tam swój sposób świętował 100 lat odzyskania niepodległości Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Taka setna rocznica to świetna okazja nie tylko do tego aby świętować, ale także aby zastanowić się nad tym, jaki naprawdę jest nasz stosunek do ukochanej Ojczyzny, do jej spraw, do jej wolności, niepodległości i tak zwanych wartości, które są fundamentem każdego społeczeństwa, każdego państwa.

Wracając do świętowania, to niestety wciąż uważam, że nie potrafimy dobrze tego robić. Pomimo wielu wieków istnienia państwa nie wypracowaliśmy sobie swojego modelu świętowania, z którego wszyscy byliby zadowoleni i dumni. Dlaczego tak uważam? Już wyjaśniam. Nie umiemy świętować przede wszystkim dlatego, że nie potrafimy robić tego wspólnie, w zgodzie i autentycznej radości. Jak to jest możliwe, że skoro tak bardzo kochamy naszą Ojczyznę, nie potrafimy dla jej dobra zakopać wojennego topora, tylko, czy to w setną rocznicę, czy to w dni powszednie, zamaszyście nim wymachujemy? Skoro Polska jest symboliczną matką wszystkich swoich dzieci – Polaków, to zwykle jest tak, że matka ma jedno życzenie: aby w domu była zgoda pomiędzy jej ukochanymi dziećmi. W naszym kraju jednak zgody nie ma i nie zanosi się na to, żeby była, co więcej mam wrażenie, że podział, niezgoda i nienawiść wśród Polaków – dzieci jednej Ojczyzny – matki w ostatnich latach po prostu niebezpiecznie eksplodowały.

Nie chodzi o to, aby nie było różnic, sporów czy dyskusji. Wręcz przeciwnie – uważam, że im więcej różnych spojrzeń na daną sprawę / problem, tym większe prawdopodobieństwo wypracowania najwłaściwszych, najkorzystniejszych rozwiązań. To wspaniale, że ludzie się różnią, ale jedynie pod warunkiem, że potrafią dla dobra wspólnego, dla jakiegoś nadrzędnego celu czy wartości ustalić wspólne stanowisko, zjednoczyć siły i razem dążyć do celu. Oczywiście miarą sukcesu nie są różnice, ale właśnie umiejętność porozumienia się ponad nimi.
Kiedy ludzie różnych światopoglądów siadają razem do jednego stołu, aby porozmawiać o tym, co jest ważniejsze od ich racji, choćby były to racje najświatlejsze i najinteligentniejsze w galaktyce, to wtedy jest prawdziwe święto. Przekleństwem każdego narodu jest sytuacja, w której ludzie różniący się od siebie tego nie potrafią, bo różnią się na śmierć i życie. Mam wrażenie, że z taką sytuacją mamy do czynienia właśnie teraz, w naszym ukochanym kraju. W Polsce jest ogromny problem z porzucaniem swoich prywatnych racji dla dobra ogólnego i jeżeli czegoś z tym nie zrobimy, czeka nas polska katastrofa. Wcale nie potrzeba będzie jakiegoś zewnętrznego agresora, bo sami popadniemy w chaos, karmiąc się naszym wewnętrznym polsko-polskim sporem.  

Kolejną rzeczą, która mnie razi, jest nieumiejętność mówienia o Polsce, o miłości do Ojczyzny, bez zbędnego patosu, emocjonalnego zacięcia, przesady i megalomanii. 11 listopada zerkałem na TVP Info, która przez kilka godzin relacjonowała przebieg Marszu Niepodległości. Dlaczego tylko zerkałem? Ano dlatego, że po kwadransie byłem już mocno zmęczony powtarzającymi się wciąż tymi samymi obrazami i słowami. Wszystko rozumiem, ale jak długo można cały czas w kółko oglądać rodaków z flagami – godzinę, dwie, a może pięć? Najpierw mniej więcej około południa przekazano informację, że ludzie się zbierają, ale jest ich mało, potem mniej więcej co pół godziny na antenie pojawiał się obraz na żywo z miejsca zbiórki informujący, że „marszowiczów” jest coraz więcej. Kiedy została godzina do rozpoczęcia marszu  praktycznie już co chwilę wracano na antenę z górnym ujęciem gęstniejącego z minuty na minutę tłumu. „Marsz Niepodległości” na pewno był wydarzeniem, ale czy należało mu poświęcić monotonną i nudną 7-8 godzinną relację? Czy nie byłoby lepiej, gdyby wyemitować w czasie tak wielkiej oglądalności jakiś ciekawy, edukujący program historyczny, bądź debatę z mądrymi ludźmi, mającymi coś do powiedzenia? Obraz tłumów z biało-czerwonymi flagami stawał się nudny po kwadransie oglądania, a co dopiero mówić po trzech godzinach.   
To wspaniale, że mamy okazję brać udział w tak historycznych dla naszego kraju wydarzeniach. To świetnie, że w ostatnich dniach wśród ludzi wzrosło poczucie dumy narodowej (mamy z czego być dumni), to dobrze, że ludzie w tych dniach nie wstydzą się swojego kraju, polskości i patrzą w przyszłość z coraz to większą nadzieją w to, że Polakom też może się udać bogate, sprawiedliwe i nowoczesne państwo. Teraz jedynie z tych odświętnych, emocjonalnych, patriotycznych, wzniosłych postaw musimy uczynić nasz codzienny, normalny, wręcz rutynowy styl życia, bo tylko wtedy będziemy mogli osiągnąć nasz narodowy wspólny sukces. I tylko wtedy też, kolejny już, drugi wiek niepodległości, liczony od 1918 roku, „na łeb na szyję” swoimi dokonaniami pokona ten pierwszy, który za często, również przez nasze wewnętrzne spory, miał strasznie gorzki smak.

 

 

Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz